[2006] Hula Girls

filmy z Japonii
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
kiyoshi
Co to jest dorama? o_O
Posty: 35
Rejestracja: 01 maja 2007

[2006] Hula Girls

Post autor: kiyoshi » 17 maja 2007

Obrazek

Tytuł: Hula Girls
Oficjalna strona:tutaj
Reżyseria: Sang-il Lee
Scenariusz: Sang-il Lee & Daisuke Habara
Premiera: 23.09.2006

Obsada:
Yasuko Matsuyuki - Madoka Hirayama
Etsushi Toyokawa - Yojiro Tanikawa
Aoi Yu - Kimiko Tanikawa
Shizuyo Yamasaki - Sayuri Kumano
Shoko Ikezu
Eri Tokunaga - Sanae Kimura

Opis:

W 1965 r. położone w północnej Japonii górnicze miasteczko Joban zaczyna przeżywać ciężkie chwile. Kopalnia - jedyny żywiciel mieszkańców - ogłasza redukcje zatrudnienia. Złą nowinę właściciele kopalni starają się osłodzić oznajmiając, że część z mieszkańców może znaleźć pracę w nowo powstającym centrum hawajskim. Centrum ma stać się główną atrakcją turystyczną miasteczka, a atrakcją samego centrum stać się mają dziewczyny tańczące hula.
Chcąc nie chcąc, dla garści marnych yenów, niewiasty z Joban decydują się sprawdzić na czym polega hula-zabawa. Szczęśliwie, szybko przychodzi jednak opamiętania - mówią stanowcze nie dla scenicznych występów ku uciesze gawiedzi! Bądźmy szczerzy - takie występy są obsceniczne - w końcu kołysać biodrami, w niekoniecznie kompletnym stroju, można jedynie przed mężami. W zrozumiałym oburzeniu przypominają świętą prawdę, iż miejsce kobiety jest w domu, a jedynym przyzwoitym dla niej zajęciem jest pranie, sprzątanie, gotowanie i roztaczanie czułej opieki nad każdym męskim domownikiem. Z tej jakże słusznej postawy wyłamuje się Sanae (Eri Tokunaga). Najwyraźniej zdegenerowana dziewczyna roi sobie w pustej głowie, iż taniec może ją wyrwać z sielskiego otoczenia górniczych hałd. Co gorsza, sprowadza na złą drogę swą przyjaciółkę Kimiko (Yu Aoi) i wraz z nią i dwiema innymi kobietami, próbuje nauczyć się hula-tańczyć, pod okiem sprowadzonej hula-nauczycielki - kobiety na oko bardzo nisko upadłej. Itd. itp. aż do jakże przewidywalnego końca.

Komentarz:

Opis brzmi znajomo? A jakże! Nie wspominając o oczywiście narzucającym się na myśl "The Full Monty" Peter'a Cattaneo, temat zwykłego człowieka, który na przekór wszelkim przeciwnościom, ciężką pracą dochodzi do czegoś, zdobywa jakąś umiejętność, jest w czymś najlepszy (a przynajmniej bardzo dobry), pojawia się aż nazbyt często w japońskim kinie. Od czasu "Shall We Dance" Masayuki'ego Suo takie ganbatte!-filmy pojawiają się z regularnością przyprawiającą o ból zębów. Zawsze bohater przezwyciężając codzienne bariery staje się kimś wyjątkowym, kimś niezwykłym... i niemal zawsze reżyser mówi nam "Tak, tak drogi widzu! Ty też możesz stać się niezwykły". Słowem są to ciężkostrawne banalne tytuły. Chociaż jak pokazuje Shinobu Yaguichi, możliwe jest skorzystanie z tego schematu i uniknięcie tandety, to jednak hula-dziewczynom to się nie udaje. Bardzo wiele niestety brakuje im do chociażby swingujących dziewczyn, czy facetów uprawiających pływanie synchroniczne .
Lee Sang-il nakręcił przeraźliwie mainstreamowy, komercyjny melodramat z domieszką społecznego zaangażowania. Wydawać mogłoby się, że film o tradycyjnym stylu życia konfrontowanym ze zmieniającym się światem, będzie się wręcz iskrzył humorem, niestety reżyser zdecydował humor ograniczyć do minimum i postawić raczej na nutę sentymentalną. Zamiast hula-radości mamy wzruszające obrazki, które co bardziej wrażliwym widzom, każą raz po raz sięgać chusteczką do oka - sniff, sniff. Sentymentalizm sam w sobie jeszcze niekoniecznie jest minusem, jeśli jednak połączyć go ze schematyzmem, to otrzymujemy niezbyt przyjemną i do bólu przewidywalną mieszankę.
Pomysł na film oceniam bardzo nisko, natomiast jego realizację już znacznie wyżej. Lee Sang-il to w końcu nieprzeciętnie utalentowany reżyser (ze wszystkich debiutanckich filmów jakie widziałem, "Border Line" uważam za debiut wszechczasów!). Wyczucie kamery, swoboda narracji to pewnie pozostanie u niego na zawsze. Tak jak realizacja, również i gra aktorska w Hula Girls stoi na niezłym poziomie. Chociaż postacie w filmie są jak dla mnie czysto idiotyczne, to jednak, w zasadzie każda z nich jest porządnie zagrana. I tu wreszcie odnaleźć można jeden, jedyny pozytyw - Yu Aoi. Trudno powiedzieć o niej, że jest szpetna, jeszcze trudniej jednak byłoby powiedzieć, że jest wyjątkową pięknością. Natomiast gdy zaczyna tańczyć... zmienia się nieprawdopodobnie... tak, patrząc jak tańczy, można uwierzyć, że ktoś zwyczajny nagle może się stać nadzwyczajnym. Już w "Hana and Alice" jej taniec sprawiał duże wrażenie, tu jest jeszcze lepiej. Sceny z tańczącą Kimiko, to zdecydowanie najlepsze sceny filmu. Scen takich jest kilka, wszystkie one razem wzięte nie mogą wynieść filmu ponad, w najlepszym przypadku, bardzo, ale to bardzo przeciętny poziom.
Jeszcze zdanie o nagrodach. Hula Girls obsypany został bowiem licznymi nagrodami w Japonii, z nagrodą Japońskiej Akademii Filmowej dla najlepszego filmu 2006 r. na czele. Cóż... nagrody tego gremium nigdy wielkim prestiżem się nie cieszyły, po tym jednak jak w roku 2005 nagrodzono "Always - Sunset on Third Street" (nawiasem mówiąc obecnie kręci się sequel tego kuriozum filmowego - tak się zastanawiam, czy można to podciągnąć pod kategorię zbrodni przeciw ludzkości!) zatraciły resztki wiarygodności. Jak po ogłoszeniu nominacji z 2006 r. napisał Tom Mes w Midnight Eye: członkowie Akademii przestali udawać, że mają jakąkolwiek wiedzę, czy jakiekolwiek wyczucie kina. Nic dodać, nic ująć - podpisuję się pod tym oburącz. Nagrody żadną miarą nie wynikają z czysto filmowych wartości, a jedynie z jak się wydaje dosyć powszechnego sentymentu do lat 50-tych /60-tych (Ach Panie! Teraz to już nie to co dawniej! Dawniej to się żyło!) oraz z równie powszechnej fascynacji Hawajami (co roku ponad milion Japończyków spędza tam wakacje, a w samej Japonii około 250 tysięcy ludzi uczy się hula-tańczyć w hula-szkołach :) )

Linki: http://asianmediawiki.com/Hula_Girls" onclick="window.open(this.href);return false; http://www.imdb.com/title/tt0768116/" onclick="window.open(this.href);return false;


ODPOWIEDZ