[2007] Crows Zero

filmy z Japonii
Awatar użytkownika
Eggie
Doramowy maniak
Posty: 3979
Rejestracja: 26 lut 2009

Postautor: Eggie » 30 maja 2010

Ja przeczytałam i tak ładnie to ujęłaś że przez chwilę miałam ochotę co cudo zobaczyć natychmiast... aż sobie przypomniałam że to CZ o czym my tu mówimy. Mam wrażenie że oglądałam zupełnie inny film bo wspomnienia mam z niego średnie - oprócz fangirlowania to tak za dużo nie ma do roboty szczerze - hisotria mnie potwornie nudziła i tylko sie zgodze że muzyka fajna.
Nawet Ogur nie wygląda tu za dobrze, a co z Haru-chanem w drugiej czesci zrobili to pożal sie boże (jego żona do tej pory cierpi :D :D :D)


www.annyeongtozamalo.wordpress.com
Awatar użytkownika
Volli
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1708
Rejestracja: 09 lut 2010
Lokalizacja: spod sterty papierów...

Postautor: Volli » 30 maja 2010

Eggie pisze:Nawet Ogur nie wygląda tu za dobrze, a co z Haru-chanem w drugiej czesci zrobili to pożal sie boże (jego żona do tej pory cierpi :D :D :D)


No i mimo że to dwa filmy były :lol: to tutaj się z wielką radością zgodzę - tzn. w kwestii Haru :D ... Noooo ale to już w dwójce było więc się nie liczy... :P -> tragedia i tyle! Eggie - przyjmij szczere wyrazy współczucia.

A apropos mojej miłości do Kruków to dodam jeszcze to, że przydarzyło mi się po raz pierwszy obejrzeć ten film w bardzo trudnym dla mnie momencie... wielki dół i te sprawy. I poczułam się jakby mnie ktoś po prostu w tyłek kopnął i wrzasnął: opamiętaj się i wyłaź z domu zamiast się pod kołdrą i w kompie chować... Takie tam...

No a poza tym to dodałabym jeszcze kilka słów o całkiem pięknej na... uuups, przepraszam - cenzura. Bijatyce. [nic nie poradzę, że słowo na n... lepiej oddaje istotę rekreacyjnych ćwiczeń fizycznych, którym oddają się bohaterowie filmu]
:volli:
Awatar użytkownika
Snake
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 897
Rejestracja: 30 maja 2010

Postautor: Snake » 01 cze 2010

@Volli

Ja bym przeczytał tak długi post ;) W zasadzie dużo tu piszecie i nie jestem w stanie wszystkiego czytać, zwłaszcza ze starszych wątków, więc często omijam krótkie posty i czytam tylko te długie ;)

Tak ladnie wypunktowałaś, że aż się chce odpowiadać :)

1 Ja nie odniosłem takiego wrażenia. Szkoła straszy przede wszystkim dezorganizacją, a peryferia obskurnością. Reszta miasta, kluby, apartamenty prezentują się kolorowo i takie wrażenie zrobili na mnie bohaterowie. Bohaterowie w nienagannych mundurkach, bohaterowie z ekstrawaganckimi fryzurami, bohaterowie, dla których liczy się tylko walka i zwycięstwo .

Obraz uczniów, którzy są predestynowani do życiowej porażki, był wg mnie niewidoczny (a jeśli już, to tylko postaci w tle). Problemy bohaterów obracają się wyłącznie wokół ich samych i dotyczą woli walki. Ale nie walki o życie, lecz o idee.


2. Historia tak jak pisałem wcześniej jest ciekawa, dobrze trzyma ten film. Z bohaterów na mnie wrażenie zrobił tylko ten członek Yakuzy, który był za stary, aby móc walczyć, ale i tak kumplował się z uczniami. T
Reszta bohaterów nie wzbudziła we mnie ani sympatii, ani antypatii. Każdy miał swoje jakieś motywacje, każdy miał podobny cel , ale ja kompletnie nie wyczuwałem w bohaterach niczego więcej niż tego co czuje do siebie dwóch pseudo-kibiców. Łamanie zasad, ustawki, zbieranie ekipy, rozrywka - to wszystko mi przyćmiło to , czy ktoś tam miał ojca w Yakuzie i chciał być jak on (słabo rozwinięty wątek relacji z ojcem jak dla mnie), czy ktoś walczył za chorego kompana, itp.
Podobał mi się wątek owego zbyt starego ucznia oraz takiego gościa, który się z nim kumplował (i pobudzone spodenki) - ten wątek był całkiem nieźle rozwinięty (w sensie długi), ciekawe sceny i może dlatego mi się to spodobało.
Wszystkiego po trochu o innych bohaterach tym razem chyba Mikkemu nie wyszło (ale tylko dla tych, którzy nie czytali mangi, to samo było w Battle Royal)



3. Wymowa. Jestem w stanie poruszając się po cienkiej linii nadinterpretacji powiedzieć, że w Crowd Zero mamy przedstawioną nieśmiertelną, uniwersalną walkę o życie i o idee. Choć bohaterowie pozornie tylko ze sobą walczą, tak naprawdę mierzą się z ideą i są uosobieniem wszystkich ludzi, którzy próbują odnaleść się całej tej arenie, jaką jest współczesny świat . Każdy ma czas aby podjąć rękawicę, ale ma też wybór o co, czy i po co będzie walczył. Wszystkie chwyty dozwolone, choć teoretycznie są jakieś reguły. Każde zwycięstwo w walce o życie jest tylko tymczasowe, nietrwałe, to jednak to co zostaje i to co się powinno walczyć to są idee. Bohaterowie filmu wiedzą o co walczą, a czy Ty wiesz ? - takie pytanie jakby mogło się wyłaniać do widza.

Tylko, czy nie za dużo w tym nadintepretacji ? Dosyć łatwo "wychodzi" podczas oglądania filmu ta wielowymiarowa, sugestywnie nakreślona , przerysowana walka, więc być może Mikke chciał tutaj zrobić jakiś mały model życia.
Problem z całą tą interpretacją jest jednak taki, że mimo wszystko w filmie nie ma takiego klimatu do rozważań. Można zrobić brutalne /chore / krwawe / czy mocne filmy o Yakuzie, gdzie jednak symbolizm, aż wali po oczach, a reżyser ucieka się do środków silnie oddziaływujących na widza.
W Crowd Zero nie zauważyłem tego wiele, jakby po prostu nie to miało byc w tym filmie najwazniejsze. Nie zastanawiałem się nad głębokim znaczeniem tego filmu, to po prostu do mnie tym razem nie przyszło.

Zatem to co wcześniej napisałem, to swoista nadinterpretacja

4 (pomyliłaś numerki ;) )

Cały film jest ogólnie przerysowany, choć jakby w zbyt rozrywkową (młodzieżową?) stronę. Jak dla mnie ok, super poważnie tego filmu nie odbierałem, lekko się nawet odprężyłem. Sceny walk - nie wspomniałem o nich dlatego, że stoją na dobrym poziomie (a film ma ich sporo, więc nic dodać nic ująć - niezła bijatyka)

5 Kompletnie ścieżka dźwiękowa nie utkwiła mi w pamięci (ten j-pop, czy j-rock w klubie kompletnie nie w moim guscie), a do muzyki przywiązuję całkiem sporą rolę


PS. A czemu nazywacie kolesia ogórkiem ? :shock:
Awatar użytkownika
Volli
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1708
Rejestracja: 09 lut 2010
Lokalizacja: spod sterty papierów...

Postautor: Volli » 01 cze 2010

:lol: :lol: :lol: :lol: :lol:

Piękne...

Aż się pisać chce :D . :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted: :twisted:

Z tą nadinterpretacją to może i masz trochę racji? :D Hmmmm... mogło mnie ponieść... *myśli* Chociaż? *więcej myślenia* Nie, jednak chyba jeśli już to nie za bardzo. Myślę jednak, że kilka rzeczy mogłabym lepiej wyjaśnić.

Cóż, chociaż to wszystko co napisałam brzmi dość - jakby to ująć - patetycznie, to wszystkie te motywy są dość pospolitej natury - co więcej - można powiedzieć, że na co dzień "używane" i nadużywane - świadomie - lub (częściej) nie - przez literaturę i prasę chodnikową, że o kinematografii klasy B, C, D i E już nie wspomnę. Sądzę, że akurat Miike używa ich świadomie i to mi się właśnie tak bardzo podoba.

Co do warstwy wizualnej - podtrzymuję i jestem najzupełniej pewna celowości zabiegu. To, że reszta miasta kolorowa - to się zgadza, ale jeszcze bardziej podkreśla to wrażenie wyniesione z obrazu szkoły. Naprawdę duże brawa (w sferze plastycznej) za scenę z początku filmu, kiedy wszyscy uczniowie wybiegają przed szkołę bo "jakuza w kampusie". Wyglądali wtedy naprawdę jak wielkie stado kruków. LOL
Uczniowie predestynowani do porażki - hmmm... nie do końca o to mi chodziło, chociaż w sumie i tak moją wypowiedź interpretować można (za niejasności - gomennasai). Chodziło raczej o zwrócenie uwagi na rzecz, którą rzeczywiście bardzo łatwo przeoczyć, czyli na to kim są bohaterowie filmu. Takich rzeczy z resztą więcej i słusznie zauważasz, że nie są to wszystko wątki eksponowane. Rzeczywiście - nie taka jest tutaj ta podstawowa warstwa znaczeniowa. Przeoczyć je wszystkie bardzo łatwo, bo - jak wspominałam - Kruki to naprawdę przede wszystkim całkiem urocza ***bijatyka*** :wink: w końcu jakby nie było - jest to film komercyjny i tego po ekranizacji prequela do Kurouzu pewnie oczekiwano. Tutaj się w całej rozciągłości zgadzam i na tę zgodę łapkami macham. Z resztą co do tej "głębi"... nooooo .... :lol: .... to nie jest tak, że ja to wszystko jako coś strasznie hmmm... głębokiego właśnie odczuwam. Tak jak pisałam - jest to całkiem pospolity zestaw motywów, toposów, archetypów (Dżizus Krajst zaraz mi się tu Jung zaplącze - właściwie to już się zaplątał - i dopiero będzie głęboko - ufff - żeby tylko nie utonąć) i co tam jeszcze człowiek sobie wymyśli... Tak interpretować można wiele dzieł i dziełek i kultury wysokiej i niskiej. Tyle. Mi się po prostu podobało to w jaki sposób w Krukach zostały wykorzystane i powiązane ze sobą. Chociaż trzeba przyznać, że stanowczo zachwiałam proporcje opisując poszczególne kwestie i stosując masakryczne wręcz skróty w ciągach skojarzeń :D , co niewątpliwie powoduje, że wypowiedź, jest... hmmm... o wiele bardziej brutalna.

estem w stanie poruszając się po cienkiej linii nadinterpretacji powiedzieć, że w Crowd Zero mamy przedstawioną nieśmiertelną, uniwersalną walkę o życie i o idee. Choć bohaterowie pozornie tylko ze sobą walczą, tak naprawdę mierzą się z ideą i są uosobieniem wszystkich ludzi, którzy próbują odnaleść się całej tej arenie, jaką jest współczesny świat . Każdy ma czas aby podjąć rękawicę, ale ma też wybór o co, czy i po co będzie walczył. Wszystkie chwyty dozwolone, choć teoretycznie są jakieś reguły. Każde zwycięstwo w walce o życie jest tylko tymczasowe, nietrwałe, to jednak to co zostaje i to co się powinno walczyć to są idee. Bohaterowie filmu wiedzą o co walczą, a czy Ty wiesz ?


LOL - faktem jest, że brzmi to ciężko... ale - LOL2 - to jest też jeden z najczęściej nadużywanych motywów - nie tylko w dziełach "wysokich" ale też w tych niższych, także opowieściach będących wytworem lokalnych społeczności na całym świecie ... i takie tam... Podobnie jak lone rider - bohater znikąd który przychodzi, robi co ma do zrobienia i w siną dal odjeżdża. "Życie to nie je bajka - życie to ciężka je bitwa..." - taka znana ludowa mądrość :D . A to że schemat powielony? Można się zastanawiać ile w tym ślepego podążania za komiksowym pierwowzorem (tzn. ideologicznie, boć to przecież prequel) a ile świadomego sięgnięcia do motywu i trochę - przez sprowadzenie, że się tak wyrażę - "do parteru" [jakby nie było - na pierwszy rzut oka to jest sfilmowany komiks o bójkach - co można by zaliczyć właściwie do kategorii "pulp fiction"] obśmianie jego wzniosłości. Mangi - kurka na murku - nie czytałam - przydałoby mi się to teraz dla porównania.
Poza tym ja tam do końca nie jestem przekonana że oni wiedzą o co walczą. Raczej wydaje im się że wiedzą... A właśnie że figa z makiem bo walka jest bez sensu - i tak nic nie wygrają...

Problem z całą tą interpretacją jest jednak taki, że mimo wszystko w filmie nie ma takiego klimatu do rozważań. Można zrobić brutalne /chore / krwawe / czy mocne filmy o Yakuzie, gdzie jednak symbolizm, aż wali po oczach, a reżyser ucieka się do środków silnie oddziaływujących na widza.
W Crowd Zero nie zauważyłem tego wiele, jakby po prostu nie to miało byc w tym filmie najwazniejsze.

Pewnie, że nie miało, ale czy to znaczy, że nie było tego w ogóle? :wink: Z tą symboliką z resztą to też nie jest tak, żeby nią od razu po oczach albo innych ważnych organach walić :D. Im wszystko delikatniej podane tym - przynajmniej wg mnie - lepiej to świadczy o filmie. Z resztą apropos znaczenia lub jego braku - to szczerze mówiąc, gdybym nie pokusiła się o symboliczną interpretację to dla mnie cała fabuła po prostu nie miałaby sensu. Jednym słowem - byłby to rzeczywiście ciąg bezsensownych bijatyk i ustawek (dziwaczna szkoła którą kończy się eee za co? za obecność w klasie i bójki?, czy WTF kto to jest ten Rinda-man i po co go tu wsadzili, albo - po kiego grzyba ten Katagiri się tam pęta?) a całość z równym powodzeniem zamiast Kruki mogłaby nazywać się: "Psy, koty, konie i myszoskoczki" albo "Przedszkole jakuzy 8" . Oczywiście istnieje również niebezpieczeństwo, że i tytuł Kurouzu Zero jest przypadkowy LOL :D - mimo wszystko jednak w to wątpię - analogia kruk - uczeń Suzuran jest zbyt wyraźna. Inna sprawa - to czy jest to jakiś bardzo oryginalny chwyt. Dla mnie raczej z tych tańszych, chociaż wywołujących pozytywne jednak reakcje - za którym idzie dalszy ciąg skojarzeń. I tutaj się właśnie wszystko zaczyna.

Na marginesie, tak gwoli jasności, dopóki mi nie ucieknie myśl (a może ona trochę wyjaśni przyczynę tych moich dość rozbudowanych skojarzeń) - tak według mnie - to, że jakiś film czy książka (komiks :D ) nie jest najwyższych lotów, nie została napisana z myślą o wykształconym (średnio przynajmniej) czytelniku, nie jest nośnikiem (zamierzonych) wartości a wręcz przeciwnie - robi wszystko aby w jak najbardziej perfidny sposób pochlebić widzowi / czytelnikowi, odwołując się do najbardziej pierwotnych instynktów i podtrzymując jak najdłużej uczucie przyjemności (na czym by ono miało nie polegać - czy to schemat "pustego" romansu, czy tzw. "akcji") - nie znaczy, że nie zawiera w sobie tych elementów nazywanych uniwersalnymi, dających się tak czy inaczej interpretować i przetwarzać. Nie wiem czy jasne jest o co mi chodzi? Hmmmm... Jakby to inaczej... To trochę też (choć nie do końca) jak z koncepcją dzieła otwartego - można historię odczytywać na wielu poziomach. Jednym słowem - to od Ciebie zależy jak widzisz (i co widzisz). [ :lol: :lol: :lol: :twisted: :twisted: :twisted: trzy minuty ciszy w uznaniu dla mojej dyplomacji - w ten sposób - teoretycznie - przyznaję rację każdemu :twisted: :twisted: :twisted: ). Dla mnie rzeczą drugorzędną jest przy tym, czy ta dostrzegana przeze mnie struktura jest celowa (inna kwestia czy przy braku celowości o wielowarstwowości w ogóle mówić można, ja przyjmuję, że tak - choć może niekoniecznie w obu przypadkach mającej taki sam charakter) czy nie. Jeżeli tak - tym lepiej - w ten sposób wchodzi się w dialog z autorem, więcej z tego przyjemności. Jeśli nie (nie zapominając oczywiście wciąż o tym, że niezależnie od "materiału wyjściowego" to my sami nadajemy "dziełu" kształt ostateczny - jednym słowem mamy to co udaje się nam samym wyciągnąć)... - ha, ha - tu dopiero pole do popisu dla socjologa, antropologa kultury czy etnografa nawet! Przyjemność też gigantyczna ale i wiedza do tego potrzebna ogromna! --> na marginesie - to jest też moje pierwotne źródło miłości do dram. No, ale wygląda na to, że próbując wyjaśnić w jaki sposób patrzę na hmmm - w tym przypadku - kino - zagłębiłam się już chyba za daleko w kwestie dotyczące metodologii i teorii dzieła sztuki. W dodatku bałagan się zrobił. Już wracam na ziemię.

I też - jak pisałam - nie uważam Kruków za jakieś dzieło wybitne. Ot - obiektywnie patrząc - solidnie nakręcony film. Mnie tylko bardzo zaskoczyło, że w filmie po którym nie spodziewałam się naprawdę dużo więcej niż pięknego mordobicia ładnych chłopców w mundurkach zobaczyłam coś jeszcze. A to, że to "coś jeszcze" tak jak pisałam - jak dla mnie - było zupełnie świadome (matko! za to zdanie promotor przetrzepałby mi skórę :D ) tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że film jest lepszy niż na to na pozór wygląda. Poza tym tematyka trafiła akurat w punkt czuły ... obiektywizm poszedł się eeee... czesać... i tak oto skończyłam wypisując tasiemcowe posty, nie bawiąc się przy tym w niuanse i stosując sformułowania rodem z zeszytu siódmoklasisty (bom leniwa).

Mimo wszystko - jeszcze raz podkreślam - lepszych (z serii "głębszych" :twisted:) filmów na pęczki.

Hmmm... mam nadzieję, że to troszkę wyjaśnia moje spojrzenie i tę nadinterpretacyjność?

I też jeszcze raz - w wielu - może nawet w większości - rzeczach się zgadzam - trochę inaczej jednak akcenty rozkładam i kilka dodaję. Ha! Szczerze mówiąc - jak tak się przyglądam ilości użytych tu słów, to wydaje mi się to śmieszne, że takie niby nic jak Kruki tyle ich sprowokowały. No cóż - to już zrzucam na karb fazy. Faza jest. Z fazą się nie dyskutuje.

:D :D :D :D :D A teraz chwila przyjemności :D :D :D :D :D

Ogur, Ogurek, Ogórek, ... , [boję się wymieniać resztę odmian tego przezwiska :D ] wziął się oczywiście od nazwiska aktora - Oguri Shun; poza tym hmmm... przydomek ten (przynajmniej dla mnie) rodzi wiele innych skojarzeń, dość pasujących do wyglądu i postury Shuna (o innych wspominać nie będę :twisted: ). No i brzmi całkiem sympatycznie.
Jeżeli odpowiada Ci absurdalny humor japoński to proponuję ogórkową dramę np. Tokyo Dogs - z gatunku sensacji



5 Kompletnie ścieżka dźwiękowa nie utkwiła mi w pamięci (ten j-pop, czy j-rock w klubie kompletnie nie w moim guscie), a do muzyki przywiązuję całkiem sporą rolę
Hmmmm.... widzę ciemność, ciemność widzę... :D ... i życzę wszystkiego najlepszego w walce o przetrwanie na forum :D :wink:
sa sa sa sa :twisted:
:volli:
Awatar użytkownika
Snake
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 897
Rejestracja: 30 maja 2010

Postautor: Snake » 01 cze 2010

Ja bym jeszcze zwrócił uwagę na to kto jest odbiorcą owego filmu. Jeżeli film miał być komercyjny ( i jest), skierowany po części do czytelników mangi, po części do japońskiej młodzieży (bo to w sumie taka Yakuza dla młodszych), ale bez zapominania o widzach nie mieszczących się do ww. kategorii, to nie można zarzucać Crowd Zero, że nie jest to bardziej wysublimowany, czy złożony. Jako bijatyka i lajtowy film spisuje się dobrze i chyba nie ma zadania silić się coś bardzo podniosłego.


Mikke jest jedną z niewielu osób, którą można podejrzewać o przemycanie wielkich treści w małych formach, więc całe te fabularne dywagacje nie są bezpodstawne.


Problem nadinterpretacji w sztuce, to chyba nie temat na tę opowieść, mogła by się o tym wypowiedzieć osoba, która ma doświadczenie i wiedzę w tej materii, ja nie mam.
Mimo wszystko, mogę powiedzieć, że chęć interpretowania wszystkiego ze wszystkim jest bardzo kusząca. Teoretycznie każdy może powiedzieć, że np. Klan to doskonała satyra na polską rzeczywistość, rozprawiająca się na tak trudne tematy jak miłość, praca, przyjaźń, szczerość itp. (strzelam, nie oglądam polskich seriali). Każdy może łatwo wiązać pewne rzeczy ze sobą odkrywając przesłania, których nigdy nie miało być.
I to jest problem także w filmach.
Nie mówię o próbach interpretacji tak płytkich filmów jak np. Dystrykt 9 oraz reszty rozrywkowych transformersów (bo i nie o to chodzi w tych filmach), ale już spora część azjatyckich filmów, nawet tych z górnej półki ma bardzo rozbudowaną symbolikę i zawiera w sobie jakieś emocje. (amerykańskie/europejskie kino także, nie daję tutaj monopolu azjatom ;) )

Jeśli film jest wieloznaczny lub po prostu sam reżyser stawia sobie za zadanie budzić jakieś emocje w widzu, bez względu na to jakie, to widz może spokojnie puścić wodze fantazji i czego nie wymyśli to będzie dobrze. Może nieco inaczej z filmami, które mają jedną określoną fabułę (np. Mulholland Drive) i składając każdą, dosłownie każdą scenę do kupy wyłoni się konkretny obraz ( choć Lynch, który jest reżyserem tego filmu mówił, że każdy jego film, ma za zadanie budzić emocje w widzu i tylko tyle ; każdy ma sobie odbierać jak chce)

Zatem o ile nadinterpretacje filmów, które nie mogą być „interpretowalne” uważam za zbytnią zuchwałość widza, to z kolei brak interpretacji i myślenia przy filmach które są „interpretowalne” uważam za zbytnią leniwość widza.
Problem polega na tym, że na nigdy nie wiadomo co reżyser miał na myśli i tak jest też w wypadku Crowd Zero (bo nie wykluczam, że Mikke coś mógł chcieć od siebie dodać.)


Natomiast co do tych powielanych schematów, to nie oczekuję, że nie będą się one powtarzały. Są pewne wartości uniwersalne i można o nich mówić pięknie, intrygująco, ale mogą być też bezwiednie wplecione w przedstawianą historię.
Bohaterowie walczą wg mnie za idee, co można na bardziej realnej płaszczyźnie odbierać jako ich nieudolność, nieroztropność. Jak się przyda im ta walka w dalszym życiu, tego pewnie nie wiedzą, natomiast gdyby w ogóle nie wiedzieli po co (o co) walczą, nie byłoby w nich tyle determinacji i woli walki.
Jaki sens ma zatem ta cała walka, te potyczki ? Właśnie nie ma żadnego realnego sensu, ale o tym bohaterowie solidarnie „zapominają”. Ciekawe jest właśnie zrobienie z głupiej walki i nawalanki czegoś o bardziej doniosłym znaczeniu, czegoś co całkowicie absorbuje bohaterów.


Źle się wyraziłem co do symboliki, znam i cenię filmy z „aksamitną, nienachlaną” metaforyzacją, ale filmy gdzie jest mocno i gdzie jest symbolicznie też istnieją. Szkoda, że Crowd Zero nie był bardziej takim filmem.

Owszem są w Crowd Zero elementy karykaturowania (kręgle, bitwy) i super poważny to film nie jest (pewnie jak i mangowy pierwowzór ), ale żeby od razu z Pulp Fiction wyskakiwać ;) ? Za dużo, za dużo patrzy się na filmy, przez pryzmat twórczości Tarantino. Ja bardzo lubię tego reżysera (choćby Death Proof daje radę), ale już niejednokrotnie czytałem , że jakiś film z lat 80’ jest Tarantinowski.



Myslę, że podczas oglądania filmów, których nie da się brać na poważnie, samo z siebie wychodzą próby jakiegoś sklasyfikowania scen i dostosowania filmu do naszej rzeczywistości (szukanie alegorii itp.). Inaczej nie rozumielibyśmy tego co oglądamy, no chyba, że oglądamy coś tylko dla efektów, akcji, odprężenia itp.



Chyba rozumiem o co Ci chodziło ;). Każdy kto chce i jest wyczulony może szukać wartości uniwersalnych (bądź mniej uniwersalnych) w sztuce, lecz w odróżnieniu od nadinterpretacji (choć granica nie jest wyraźna) o której wcześniej pisałem, jedynie być bardzo uczulonym na dostrzeganie uniwersaliów, czegoś co może przypasować do własnego życia, szukać motywów, archetypów, które pojawiają się np. w filmach, ale bez próbowania łączenia swoich „odkryć” z innymi wydarzeniami w filmie i bez całościowego patrzenia przez pryzmat owych „odkryć” na resztę filmu. Ilustrując : szukać w Crowd Zero odwiecznego motywu walki, rywalizacji, zwycięstwa, ale bez prób interpretacji, że całe życie to walka itp. ;)


Nie jest chyba zbyt wiele bardzo otwartych filmów, co ciekawsze dają kilka określonych dróg do interpretacji fabuły. Natomiast więcej filmów, które mają za zadanie wzbudzać emocje i tutaj już każde poruszenie widza to sukces reżysera (a ,że każdy inaczej pojmuje świat, to różne osoby, różne rzeczy dostrzegą w filmie –np. w takim Air Doll, czy Survival Style 5+. ).


Rzeczywiście to jest temat dla specjalistów, ja tutaj się nie znam, ale chętnie przeczytałem Twoją wypowiedź (no i bez przesadnej skromności, że to z zeszytu siedmioklasisty proszę ! ;) )


A rzeczywiście ten aktor ma imię Ogór. Ciekawe tylko co by powiedział, jakby się dowiedział jak go nazywacie ;)


Muzyka z filmów Fallen Angels, Survival Style 5+ , czy komedii (japońskiej) Monday (chyba nie ma o niej info, będę musial napisac) była kapitalna , ale jednak ta w Crowd Zero już dla mnie nie 


Lubię absurdalny humor, ale coś widzę, że Tokio Dogs nie ma nigdzie napisanego gatunku : komedia, czarna komedia itp. Więc coś tutaj mi się nie zgadza ;)


Dzięki za odpowiedź. Sorry, że napisałem ciągiem, bez cytowania fragmentów, ale po pierwsze nie chciało mi się, a po drugie napisałaś dość jednolicie (w sensie, że bogata treść, ale nie uszeregowana jakoś :) i w większości nie widziałbym co cytować ;) )
Awatar użytkownika
Eggie
Doramowy maniak
Posty: 3979
Rejestracja: 26 lut 2009

Postautor: Eggie » 01 cze 2010

Fajne analizy tu prowadzisz, Snake. Film nie zapadł mi w pamięci na tyle, żeby o nim sie rozpisywać (a jego wymowa jest dla mnie wybitnie komercyjna, stąd nawet nie próbowałam) natomiast zobaczyć Mulholland Drive i Crows Zero w jednym zdaniu... kosmos ^^

Ogór Ogór... Volli, jak my się lubujemy w fangirlowaniu, co nie? :D :D :D Totalnie czekam na drugi sezon TokyoDOGS... :)
www.annyeongtozamalo.wordpress.com
Awatar użytkownika
Snake
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 897
Rejestracja: 30 maja 2010

Postautor: Snake » 01 cze 2010

Eggie pisze:Fajne analizy tu prowadzisz, Snake. Film nie zapadł mi w pamięci na tyle, żeby o nim sie rozpisywać (a jego wymowa jest dla mnie wybitnie komercyjna, stąd nawet nie próbowałam) natomiast zobaczyć Mulholland Drive i Crows Zero w jednym zdaniu... kosmos ^^

Ogór Ogór... Volli, jak my się lubujemy w fangirlowaniu, co nie? :D :D :D Totalnie czekam na drugi sezon TokyoDOGS... :)


Mulholland Drive to chyba mój ulubiony film jakby co ;) Więc nie odbierać mi umieszczenia tytułu tego filmu w tym wątku jako brak respektu dla dzieła Lyncha :bejsbol: ! ;)
Awatar użytkownika
Volli
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1708
Rejestracja: 09 lut 2010
Lokalizacja: spod sterty papierów...

Postautor: Volli » 01 cze 2010

Snake pisze:Owszem są w Crowd Zero elementy karykaturowania (kręgle, bitwy) i super poważny to film nie jest (pewnie jak i mangowy pierwowzór ), ale żeby od razu z Pulp Fiction wyskakiwać ;) ? Za dużo, za dużo patrzy się na filmy, przez pryzmat twórczości Tarantino. Ja bardzo lubię tego reżysera (choćby Death Proof daje radę), ale już niejednokrotnie czytałem , że jakiś film z lat 80’ jest Tarantinowski.


Hi, hi - no to wyjaśniam - w sumie nie chodziło mi o film tylko o to co sformułowanie "pulp fiction" oznacza - czyli jakieś publikacje, magazyny, opowieści i - hmmm.. - komiksy o treściach mało ambitnych, często brutalnych itp.. Jednym słowem literaturę chodnikową - z papieru z przemiału i na przemiał. Termin faktycznie może i nie najlepiej dobrany bo to przecież Azja. A z tą .... eee... tarantinizacją? chyba masz rację - choć z drugiej strony... wiesz, oni się całkiem dobrze dogadują (w sensie Miike i Tarantino i .... aj, nie chce mi się już ciągnąć wątku.... bo to w sumie już tylko takie bicie piany się robi [przeeeeeepraszam])

Nie przepraszaj za ciągłość - czyta się dobrze :D i w ogóle pisało też się przyjemnie! :D :D :D a co do TG - no nie jest napisane, że komedia, ale to nie znaczy, że bez humoru... :wink: - np. rozmowy głównego bohatera z mamusią są po prostu wyczesane i umrzeć przy tym ze śmiechu można - ale można się też wynudzić - jak się co komu podoba :wink:


Ogór Ogór... Volli, jak my się lubujemy w fangirlowaniu, co nie? Very Happy Very Happy Very Happy Totalnie czekam na drugi sezon TokyoDOGS... Smile
- z ust (?) mi to wyjęłaś... Ech.... saaaaaaaa.... ech....
:volli:
Awatar użytkownika
anna-banana
Doramowy maniak
Posty: 1195
Rejestracja: 20 kwie 2010
Lokalizacja: niestety nie z Korei:(

Re: [2007] Crows Zero

Postautor: anna-banana » 23 sie 2010

Obejrzałam mój pierwszy film z Ogurkiem :victory: bo w końcu ileż można wytrzymać czytając o nim dużo a nie oglądając żadnego jego filmu? No i niestety stało się,wpadłam,stałam się oczywiście jego fanką,bo jak można sie nią nie stać kiedy on w tym filmie TAK wygląda :melt:
Co do samego filmu powiem,że ja do pewnego momentu nie wiedziałam czy ten film traktować serio czy z przymrużeniem oka,bo niby tu się chłopięta biją,toczą walkę kto zdobędzie szkołe,ale z drugiej było tu mnóstwo wstawek komediowych.
Dobry film,bo miło popatrzeć jak się ładne chłopaczki biją :aww:
[center]Obrazek[/center]
Awatar użytkownika
Reira
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1265
Rejestracja: 17 gru 2009
Lokalizacja: Singapur
Kontaktowanie:

Re: [2007] Crows Zero

Postautor: Reira » 26 lis 2010

Czytam ten wątek i się irytuję Crown Zero, Crowd Zero... ludzie, ten film się nazywa Crows Zero! Crow - kruk i Zero, bo rozumiem, ze to prequel do mangi.

A wracając do filmu: Bardzo przypominał mi Waruboro, tylko zamiast softo macho Matsudy mamy Oruga, który jest uroczy, śliczny i zaczesuje sobie włosy równie czesto, co Yukia w Bandażu :-) Film dobry, ale wątpię, żeby nosił tak wygórowane metafory jak sugeruje Volli i Snake. Myślę, ze to ma być głównie o bijatykach i szkole. Bardzo podoba mi się scena w dokach od której wszystko się zaczyna i ogólnie postać tego kolesia z Yakuzy, który z jednej strony jest dobrym źródłem wiedzy dla Genjiego, a z drugiej jest mafijnym nieudacznikiem. W sumie szkoda, ze nie umarł na końcu, bo by było bardziej autentycznie.

Co do postaci ze szkoły, to kurcze, każdego trochę polubiłam, każdy miał swój styl i swoje zasady, ale jakoś umieli się ze sobą dogadać, a jak nie, to wiadomo, urządzali walki na szkolnym boisku i w ten sposób dochodzili do porozumienia. :mrgreen:
Awatar użytkownika
Volli
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1708
Rejestracja: 09 lut 2010
Lokalizacja: spod sterty papierów...

Re: [2007] Crows Zero

Postautor: Volli » 26 lis 2010

LOL - Reira... bo to JEST film głównie o bijatykach i szkole... [dlaczego, oh why nikt mnie nie rozumie? xD ] - nawet bym się wzięła i zacytowała ale jak tak patrzę do góry to naprawdę nie chce mi się odpowiedniego zdania szukać... Albo raczej zdań xD [taaak - sama siebie osłabiłam xD ]... no - ta cała reszta jest że tak powiem "przy okazji" - i z resztą podobną analizę można by było zrobić i dla innych sympatycznych rąbanek... [Choć nie mówię, że dla wszystkich... oooo nie... ] bo ja wiem... ech... Desperado, ... Też wyszłoby 10 stron albo i więcej... ... ach.... ale z resztą - co ja będę więcej tu słów nabijać... Anyway - żeby już ostatecznie się zamknąć w temacie Kruków - ten film to przede wszystkim - czysta, radosna, komercyjna rozrywka - choć nakręcona po prostu inteligentnie, z pełną świadomością wykorzystywanych motywów... - Moje posty były długie, ale właśnie do tego zmierzać miały. OT CO!
:volli:
Awatar użytkownika
anna-banana
Doramowy maniak
Posty: 1195
Rejestracja: 20 kwie 2010
Lokalizacja: niestety nie z Korei:(

Re: [2007] Crows Zero

Postautor: anna-banana » 26 lis 2010

Volli pisze:bo to JEST film głównie o bijatykach i szkole... [

Poprawka,o bijatykach,szkole i ciasteczkach jak Shun :D
[center]Obrazek[/center]
Awatar użytkownika
Reira
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1265
Rejestracja: 17 gru 2009
Lokalizacja: Singapur
Kontaktowanie:

Re: [2007] Crows Zero

Postautor: Reira » 26 lis 2010

Volli pisze:czysta, radosna, komercyjna rozrywka - choć nakręcona po prostu inteligentnie, z pełną świadomością wykorzystywanych motywów
Na pewno Crowsy były kręcone inteligentnie i może i trochę komercyjnie, ale przez to film jest wyższych lotów i akcja toczy się wartko, przez co dobrze się go ogląda.

Fajnie, że w filmie nie ma protagonisty i antagonisty, tylko każdy ma swoje racje: Genji, że chce zostać królem szkoły, Serizawa, który troche wszystko olewa, ale na pewno nie chce stracić swojego statusu, nawet Daito coś do powiedzenia ma - choć jego główna rola to chyba narracja i tłumaczenie sytuacji.
Awatar użytkownika
Chie
Doramowy maniak
Posty: 1051
Rejestracja: 22 paź 2011
Lokalizacja: Kraina snów

Re: [2007] Crows Zero

Postautor: Chie » 17 lip 2012

Film może byc jednak niektóre efekty wyglądały śmiesznie jak np kręgle z ludzi czy to jak Chuta dostał strzałką w głowę.
Do tego te wszystkie odgłosy uderzeń które brzmiały jakby ktoś uderzał w metalową szafkę a nie w człowieka.

Szkoła do której uczęszczali chłopcy była straszna. Nie chciałabym do niej chodzic. Bałabym się że na korytarzu mogłoby mi się coś stac. Bo ten budynek to jak ruina wyglądał. Na murze drut kolczasty, zniszczony budynek i surowe tło.

Shun fajnie wyglądał w tym mundurku. On taki chudzinka z białym pasem i wszystko wyglądało ok. Nawet jego fryzura była spoko.
Co do reszty uczniów to było na co popatrzec no i jeszcze bijatyki czyli praktycznie co 5 minut ktoś obrywał.
Wyglądało na to że w szkole nie ma lekcji a wszyscy nauczyciele się pochowali.
Ja jestem z tych, co nakrywają głowy kołdrą; z tych, którym strach uniemożliwia oddychanie.

Wróć do „J-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 3 gości