[2009] A Pierrot

filmy z Japonii
Awatar użytkownika
Azzel
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 4101
Rejestracja: 05 mar 2009

[2009] A Pierrot

Postautor: Azzel » 24 mar 2010

A Pierrot [2009]

# tytuł angielski: Gravity's Clowns / A Pierrot
# romaji: Jyuryoku Pierrot
# japoński tytuł: 重力ピエロ
# reżyseria: Junichi Mori
# scenariusz: Tomoko Aizawa, Kotaro Isaka (powieść)
# producent: Miyako Araki, Keiichiro Moriya
# data wydania: maj 23, 2009
# czas trwania: 119 min

Obsada:

Ryo Kase jako Izumi Okuno
Masaki Okada jako Haru Okuno
Fumiyo Kohinata jako Tadashi Okuno
Kyoka Suzuki jako Rieko Okuno
Yuriko Yoshitaka jako Natsuko
Yoshinori Okada jako Yamauchi
Atsuro Watabe jako Yukio Katsuragi

asianwiki
filmweb

Opis:
Historia dotyczy rodziny Okuno, dwóch braci i ich ojca. Izumi spotyka się z bratem, ten w ramach swej pracy zmazuje graffiti z budynku. Niedługo okazuje się że niedaleko tego miejsca nastąpiło podpalenie. Haru dzieli się z bratem swoimi spostrzeżeniami - kolejne podpalenia występują w miejscach gdzie pojawiały się kolejne graffiti... W trakcie tropienia sprawcy, Izumi odkrywa pewne fakty związane z przeszłością obu braci.

Ode mnie:
Natrudziłam się by dać opis tak by nie spoilerować... Film na samym początku wydawał się że będzie w nim więcej tropienia sprawcy oraz tego co chciał przekazać... ale w końcu właściwie to było przykrywką do nazwałabym to "opowieści rodzinnej" oraz powiedzmy przesłania. Mam dosyć mieszane uczucia po tym filmie <chyba przez to że musiałam nad nim trochę pomyśleć a przy dramach rzadko się to zdarza;p>. Miałam wrażenie że wątek sprawcy był zbyt mało zarysowany, jakoś tak niby nic nie wiadomo a potem wszystko wiadomo od razu. Do tego pewne symboliczne sceny były chyba zbyt bardzo uwydatnione <warga...>, zdaje mi sie ze lepiej by to wyszło gdyby zostało to jakoś naturalnie pokazywane, a myślę ze widz by sie zorientował o co chodzi mimo wszystko. Zwłaszcza ze jednak sie dosyć ciekawie oglądało film. Przejścia między przeszłością a teraźniejszością były takie jakby działo się to ciągle teraz a nie kiedyś. Do tego ujęcia i muzyka myślę że spełniały rolę. Zdaje mi się że trochę nie wszystkie wątki zostały wykorzystane w pełni... ale co tam. Gra aktorska - no część z tych aktorów chyba każdy zna i wie czego się po nich spodziewać, może nie wszędzie było idealnie, ale chyba nie na tyle by się bardzo przyczepiać.

Co do trailerów jeszcze - nie polecam oglądać innych bo mam wrażenie ze za dużo zdradzają.

A teraz bardziej spoilerowo, czyli me przemyślenia. Trochę jestem,eem, zagubiona przez tytuł... o ile Gravity's clowns po przemyśleniu mi pasuje... tak co do Pierrota... nie byłabym pewna. Zwłaszcza ten pierwszy tytuł wydaje mi się świetnie nawiązywać do jednej z ostatnich scen w cyrku. Dziwne wydawało mi się to jaki był stosunek do morderstwa. O ile poruszony był punkt widzenia gwałciciela, tak trochę jakby od motywu zbrodni uciekli, jak to Izumi powiedział - na pewno to przemyślałeś wiele razy. Za to dalej scena z wargą - myślę że całkiem przemyślna była - na pewno zrobiłeś coś złego. Czyżby to była jedyna ocena tego co się stało? Końcówka i rozmowa braci nasunęła mi na myśl - czy to ma oznaczać trochę to że nasze życie właściwie jest kierowane tylko przez nas i żadne wyższe siły nie mają na to wpływu? To też nasunęło mi się przy wardze i DNA... Z jednej strony wychodziło na to że DNA ma tu jakiś wpływ, czy syn gwałciciela będzie kimś kto odziedziczy jakieś złe popędy po ojcu nawet go nie znając... ale tu znów ta warga - jakby ktoś odpowiadał sobie - nie bardzo, ważne jest to w jakim środowisku się wychowałeś i kto ciebie wychował. W końcu Haru okazał sie tchórzem, a odwagi dodawał mu jedynie brat który wydawał się być tchórzem... którym może jednak wcale nie był... Czemu się dziwnie czuję po tym filmie? Moze przez to że po czymś co w pewnym sensie zostało uznane za "złe", mamy scenę gdzie mówią iż jeśli będziesz czerpał z życia przyjemność to będziesz miał fajne życie? Tak jakby odnaleźli radość życia dopiero po tym co zrobili... tylko czy to było usprawiedliwienie tego? Przesłanie itp fajne, ale po scenach wcześniej... czemu mam wrażenie ze jeśli tylko człowiek kieruje swym życiem... to moze lepiej by było by ten "bóg" miał więcej czasu i jakoś nim pokierował? Czy na pewno lepiej by sam indywidualny człowiek decydował o tym czy to co zrobił jest dobre? Jeśli tak to czy nie było by tak że wszystko co zrobimy jest dobre, bo tak zawsze możemy uznać? trochę jak ten gwałciciel, dla ofiary może i źle, ale po co się przejmować gdy dla niego jest to dobre? Ale może nadinterpretuję, może ktoś obejrzy i się wypowie co myśli na wątki które poruszyłam i inny punkt widzenia bardziej mi poukłada przemyślenia;)

eh, prawie ze mnie mistrz długich postów i rozwodzenia się xp mam nadzieje ze ktoś to kiedyś przeczyta;p


Awatar użytkownika
Reira
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1265
Rejestracja: 17 gru 2009
Lokalizacja: Singapur
Kontaktowanie:

Re: [2009] A Pierrot

Postautor: Reira » 07 cze 2011

Zobaczyłam ten film, bo boom_boom stwierdziła, że powinnam zweryfikować swój stosunek do Okady. Cóż został on zweryfikowany i nadal pozostaje ten sam. Ourem to on na pewno nie jest. Jeszcze Yoshitaka Yuriko na dokładkę, jakbym widziała ją w za małej ilości dziwacznych ról. Na szczęście był Kase Ryo, którego uwielbiam i który wszystko naprawił (ale na pewno nie jego fryzura :-P)

Moim zdaniem film był bardzo ciekawy, zaczął się spokojnie i leniwie, a później wszystko się skomplikowało, żeby na koniec skomplikować się jeszcze bardziej. Podobał mi się, bo spodziewałam się po nim historii rodzinnej, a dostałam coś więcej + Watabe Atsuro, który znów grał zimnego drania i wyszło mu to całkiem dobrze.

Spoiler! Co do całej fabuły, to na początku podejrzewałam, że za podpaleniami stoi Watabe Atsuro, ale później jak brat zaczął odkrywać, że to części łańcucha DNA to już się wydawało za bardzo wydumane. Okazało się, że to brat to wszystko organizował i że jest niedobrym człowiekiem tak jak jego ojciec. Ale myślę, że cała rodzinka też się do tego przyczyniła, a w szczególności ojciec. Nie da się wszystkiego załatwić miłością i dobrocią. Dziecko czuje, że coś jest nie tak, że ciąży na nim jakieś brzemię i stąd biorą się późniejsze zaburzenia. Winię za to głowie ojca, że młodszy synek został przestępcą. (Zresztą w Ashita no Kita Yoshio ten aktor grał podobną rolę i później okazało się, że żył w kłamstwie i był oszukiwany)

Bardzo dziwi mnie, że bracia nie ponieśli żadnych konsekwencji, bo to japoński film i nawet w Nagai Sampo staruszek poszedł do więzienia, a tu wszystko przeszło tak bez echa.


Co do tytułu, to myślę, że chodzi o to, w jakiej części zależni jesteśmy od cech dziedzicznych, a w jakich od wychowania. Przychodząc na świat mamy w sobie DNA, które po części determinuje jacy będziemy i ciąży na nas. Do człowieka należy wybór, czy wyrwie się z tego schematu, czy będzie to na nim ciążyć.

Wróć do „J-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość