[2010] Norwegian Wood

filmy z Japonii
Awatar użytkownika
boom_boom
już nie Lady
Posty: 2352
Rejestracja: 05 sie 2009
Lokalizacja: Las pelen DRZEW

Re: [2010] Norwegian Wood

Post autor: boom_boom » 22 mar 2011

Piżmak pisze:Miłość - otóż depresja i niestabilność psychiczna Naoko a także "snucie się' Toru zakłócały także i ten wątek. W powietrzu wisiało takie ciężkie, niesprecyzowane "coś", które w każdym momencie mogło runąć na bohaterów. I odczułam dziwną ulgę, gdy Naoko postanowiła odebrać sobie życie.Pomyślałam sobie, że ich uczucie zamiast leczyć, koić i budować - rozdrapywało rany, degradowało się krok po kroku.
Tak mniej więcej odbieram książkę.

Naoko była pękną, nieuchwytną nimfą, żyjącą w innym świecie... Nawet nie dlatego, że żyła w ośrodku psychiatrycznym. Dlatego, że żyła wspomnieniem, bólem.
Piżmak pisze:Jednak ich spotkania były czymś wyjątkowym - zakazane pieszczoty na terenie ośrodka, budzące się pożądanie,rozmowy na niewygodne tematy.
Ale właśnie w książce to jest tak ładnie, subtelnie pokazane. Naoko mówiła, że uprawiała seks z Watanabe w dniu urodzin i nie ma ochoty na drugi raz, nie chce tego uczucia podporządkowania (?)
Poza tym, fizycznie też nie może.

A Midori z książki się lubi za takie teksty jak: "Nie sądzisz, że ta młodsza ma za ciemne sutki jak na licealistkę?" albo " "Jeżeli robiłoby to dziewczynie trzech naraz, rozleciałaby się". A w filmie jest zwyczajna.

A zakończenie z pewnością miało takie być.


Awatar użytkownika
Piżmak
Doramowy maniak
Posty: 1016
Rejestracja: 13 paź 2008

Re: [2010] Norwegian Wood

Post autor: Piżmak » 22 mar 2011

A Midori z książki się lubi za takie teksty jak: "Nie sądzisz, że ta młodsza ma za ciemne sutki jak na licealistkę?" albo " "Jeżeli robiłoby to dziewczynie trzech naraz, rozleciałaby się". A w filmie jest zwyczajna.
Mimo, iż w filmie Midori wypada bledziej niż jak sądzę w książce po wyżej wymienionych wypowiedziach Lady, to po postaci jaka gra w filmie widz spodziewa się niespodziewanego. Nawet jeśli takie słowa nie padły, to Midori fascynuje i ożywia. jest to kolejny argument za tym bym przeczytała książkę:)
Awatar użytkownika
Reira
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1265
Rejestracja: 17 gru 2009
Lokalizacja: Singapur

Re: [2010] Norwegian Wood

Post autor: Reira » 21 maja 2011

Długo zwlekałam z napisaniem komentarza. Najpierw przeczytałam książkę - była taka sobie, a później od razu obejrzałam film. Pomyślałam, że może nie jestem obiektywna w ocenie tego wszystkiego, teraz trochę czasu minęło więc postanowiłam się wypowiedzieć.

Po pierwsze fajne są widoczki i jak wszyscy chodzą, ale ile można? Jak ktoś chce pokazać, że policja goni złodzieja, to nie pokazują odznaki policyjnej jako symbolu policji, wytrychu jako atrybutu złodzieja i walizki jako symbolu ucieczki, tylko normalnie kręcą scenę pościgu. Tu mamy tak dużo symboli i przesłań, że nie wiadomo, za co się zabrać. Zamiast rozmów i zdarzeń, dostajemy bohaterka, który chodzi po akademiku czy lesie - zupełnie jak w Słoniu - i my się mamy domyśleć, o co chodzi? Ja się nie chce domyślać, ja chcę mieć jakieś konkrety. Chce wiedzieć, dlaczego laski mówią to o miłości, to o ranieniu się, a nie tylko 2 widoki pomiędzy, które mają to wyjaśniać. Mnie to nie wystarcza. W porównaniu z książką film jest zbyt statyczny i mało się w nim dzieje. Wydaje mi się, że bez jej przeczytania wszystko jest powierzchowne i pozbawione logiki. Skąd nagle po śmierci Naoko Watanabe wziął się w jaskini? To nie była alegoria stanu jego psychiki, ale kto by to odróżniał, po tylu krajobrazach. :shake:

Po drugie odnoszę wrażenie, że film został stworzony jako dzieło międzynarodowe, przez co utracił dużo swojej japońskości. Zabrakło mi tego kontrastu między pulsującym życiem Tokio, a krajobrazem ośrodka, w którym przebywała Naoko. Pamiętam, że w książce pominęłam wszystkie opisy karmienia kur itd, bo nie lubię za bardzo przyrody. Tempo filmu natomiast zupełnie się nie zmieniało, wszystko jeszcze zostało zmiksowane ze wspomnieniami o Naoko. Chaos, chaos, chaos. W ogóle aktorzy zupełnie nie grali jak Japończycy, wystroje pomieszczeń były europejskie i wszystko stylizowane tak, żebyśmy jak najlepiej zrozumieli w jakich to się dzieje czasach.
margot. pisze:Szczerze powiedziawszy nie mogę wymazać obrazu Matsuyamy jako 'L'a'.
Ja na szczęście nie mam takiego problemu, widziałam go w tylu produkcjach, że nie mam do niego przypisanych żadnych konkretnych cech, czy postaci. Wydaje mi się wręcz, że sam próbuje pociągnąć cały ten film. Jego gra jest jak zwykle wybitnie dobra (czemu musiał poślubić Koyuuuuuki ? :P )

Naoko - jak ją pokazywali to cały czas patrzyłam się tylko na jej usta. Miały taki dziwny kształt i były dość duże. Nie mogłam przestać się w nie wgapiać.

Reiko - gdzie ona była? Gdzie się podziała barwna postać tej kobiety i jej historia? Myślę, że była ciekawa i mogłaby wprowadzić trochę dynamiki do filmu, ale o dziwo spłycili ją do maximum. Aż myślałam, że nie pokażą, że na końcu przespała się z Watanabe, bo w sumie nie widać było za bardzo, czemu miałaby to zrobić.

Nagasawa czyli Linda z Sunao - ech, ta postać najmniej pasowała mi do całości. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie jego zachowanie. Czy swoją osobowością i elokwencją nie powinien wypełniać całego pokoju? A ile zdań powiedział w filmie..? Ze 3? A i tak nadal widziałam w nim Lindę (choć widziałam też inne filmy z Tetsujim Tamayamą)

Midori - Zgadzam się z boom_boom i margot. Ja ją sobie wyobrażałam jako trochę neurotyczną, szaloną (samobójstwo z powodu fryzury ?), szczerą do bólu i trochę postrzeloną dziewczynę (piknik na balkonie podczas pożaru) A tu dostaliśmy taką idealną, miłą słodką koleżankę ze studiów. I jeszcze ta scena na śniegu pod koniec, myślałam, że zacznę ziewać. Już nawet nie słuchałam, co ona tam wygaduje, modliłam się żeby rzuciła się na ziemie, albo zaczęła rwać włosy z głowy.. tak jak ja podczas jej oglądania :-P
Snake pisze:jeśli mam oglądać romanse/melodramaty, to właśnie takich mocnych słodko-gorzkich opowieści najbardziej bym sobie życzył.
Miłosne romanse? Tak, to chyba pokazuje jak bardzo film odszedł od książki :-( Dla mnie ten film nie był o żadnym romansie, był o skrytym chłopaku w wieku, w którym wg. japońskiego społeczeństwa powinien osiągnąć dorosłość i jak ją osiągał. Sprawy sercowo-seksualne wydawały mi się częścią tego, ale mało istotną. Powiedzieć że Norwegian Wood to romans, to tak jakby powiedzieć że Bloody Monday to drama chorobowa :-P
Awatar użytkownika
boom_boom
już nie Lady
Posty: 2352
Rejestracja: 05 sie 2009
Lokalizacja: Las pelen DRZEW

Re: [2010] Norwegian Wood

Post autor: boom_boom » 21 maja 2011

Reira pisze:Powiedzieć że Norwegian Wood to romans, to tak jakby powiedzieć że Bloody Monday to drama chorobowa
Looool, przecież w Bloody Monday chodziło tylko o to, żeby Haruka dostała nerkę :rolly:

Ale nie ziewałaś????
Ja ziewałam :P

Nie no, ja mam las za oknem, więc mnie aż tak bardzo widoczki nie ekscytują, żebym miała doznawać.

Ogólnie denerwuje mnie, jak ktoś chce pokazać przeżycia wewnętrzne bohatera i uważa, że jak spowolni akcję, to te przeżycia same wyjdą w praniu. Bo tak nie jest. Każdy z nas ma jakieś niebo nad sobą, a wszyscy jesteśmy różni. Czyli nie wystarczy pokazać chmurki, by sprawić, że bohater stanie się marzycielem (taki przykład od czapy).
Reira pisze: ogóle aktorzy zupełnie nie grali jak Japończycy, wystroje pomieszczeń były europejskie i wszystko stylizowane tak, żebyśmy jak najlepiej zrozumieli w jakich to się dzieje czasach.
Murakami to podobno jakby europejski pisarz, ale hmmm... ;)
Reira pisze:Skąd nagle po śmierci Naoko Watanabe wziął się w jaskini?
Nie wiem, ale tak samo, jako dziecko, nie rozumiałam, o czym szumią wierzby.
Bo nie wiedziałam, że tam są wierzby.
Awatar użytkownika
yotem
Co to jest dorama? o_O
Posty: 26
Rejestracja: 30 cze 2011

Re: [2010] Norwegian Wood

Post autor: yotem » 03 lip 2011

Książkę porzuciłem gdzieś w połowie (nie przepadam za Murakamim; cud, że wytrwałem aż tyle). Film z kolei całkiem niezły. Porządnie zrealizowany, obsada dawała radę (choć Rinko potrafi być irytująca), no i strasznie podobało mi się odwzorowanie realiów tamtych lat (ubiory zwłaszcza).
Awatar użytkownika
Azzel
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 4101
Rejestracja: 05 mar 2009

Re: [2010] Norwegian Wood

Post autor: Azzel » 12 sty 2014

Jeszcze pamiętam kiedy powstawał ten temat, a tu proszę ile już czasu minęło. Ale mimo wszystko, film za mną.

Miałabym ochotę w zasadzie zrobić tutaj zlepek wcześniejszych wypowiedzi, z którymi zgadzam się to tu po części, to tam po części.

Zacznę od tego że Norwegian Wood nie czytałam. Czytałam parę innych książek i szczerze - za Murakamim nie przepadam, stąd też jakoś bardzo entuzjastycznie nie podchodziłam do filmu. Podobały mi się jego krótsze książki, te dłuższe były bardzo kiepskie do przebrnięcia dla mnie. A jak to się ma do filmu? Trochę "stylu" autora w filmie chyba widzę, ale mimo wszystko... chyba jednak to nie to, co by mnie urzekło.

Najlepsze elementy filmu - były chyba jednak najmniej związane z fabułą. Piękne ujęcia, kolorystyka, świetnie dopasowana muzyka, to jak najbardziej. Natomiast sama fabuła - dla mnie takie snucie się, film o niczym w zasadzie (jak to powiedziała Reira - brakło mi konkretów, za to domyślać się o co im wszystkim chodziło,to można by godzinami). Najbardziej zaciekawiła mnie postać Naoko i jej wątek. Ale chyba ktoś tu już wspominał, że w porównaniu do książki - wszystko zostało raczej spłycone, tak też mam wrażenie, że samej Naoko się oberwało. Tak czy siak, jej "ostatnia" scena, była naprawdę godna uwagi.

Midori - była niesamowicie nijaka. Do tego aktorka chodziła z jednym wyrazem twarzy, nie wiem czy o to chodziło, ale była zupełnie płaska <jeszcze że Naoko smęciła - było przynajmniej uzasadnione, Midori nie ważne czy płakała, czy się śmiała - zawsze z jedną twarzą>

Reszta jaka była taka była. Najbardziej cierpiałam, że Kizukiego "usunęli" tak szybko <Kora Kengo :fav: >, a potem, że w zasadzie niewiele było powiedziane, czemu stało się z nim to co się stało :roll:

I w zasadzie to tyle. Osobiście jakość bardzo nie polecam, jak już to tylko dla części technicznej.
ODPOWIEDZ