[2011] Come Rain Come Shine

filmy z Korei
Awatar użytkownika
anna-banana
Doramowy maniak
Posty: 1195
Rejestracja: 20 kwie 2010
Lokalizacja: niestety nie z Korei:(

[2011] Come Rain Come Shine

Postautor: anna-banana » 18 sty 2011

Obrazek
* Tytuł: Come Rain Come Shine lub I Love You, I Don't Love You (literal title) lub Love, or Not
* Romanizacja: Saranghanda, Saranghaji Ahnneunda
* Hangul: 사랑한다, 사랑하지 않는다
* Reżyseria: Lee Yoon-Ki
* Premiera: Luty 24, 2011
* Dystrybucja: Next Entertainment World
* Język: Koreański
* Kraj: South Korea

Opis:
Film opowiada historię małżeństwa z pięco letnim stażem.
Kobieta informuje chłopaka o tym, że chce go opuścić. Mężczyzna przyjmuje wiadomość ze spokojem i wydaje się akceptować tę decyzję. Para spędza ostatni dzień w domu, w którym mieszkała przez wspólnie lata . Wokół szaleje huragan. Niespodziewane odwiedziny sąsiadów szukających swego kota, przypominają młodym o ich dawnym uczuciu. Czy to jednak wystarczy, aby zapobiec rozstaniu?
za stopklatka
Obsada:
* Hyun-Bin
* Im Soo-Jung


Oglądnęłam trochę później niż planowałam,bo postanowiłam czekać na napisy pl,a i potem trochę także mi zeszłe tak,że zabrałam się do niego dopiero wczoraj. Powiem szczerze że nie byłam aż tak bardzo zachwycona filmem,ale nie jest to zły film, raczej dobry, toczy się niespiesznym tempem,ale przy tym wcale nie nudzi. Razem z filmem lądujemy w momencie końcu związku dwóch osób,ale czy tak naprawdę będzie to koniec,nie wiemy. Tytuł i sam film sugerują nam że może nadejdzie słońce po deszczu i tak samo w małżeństwie bohaterów,że jednak nie będzie rozstania.
Tak czy inaczej ciekawy obraz,wart uwagi :D

Film jako jeden z dziewięciu koreańskich filmów pokazywany i ubiegał sie o nagrodę Złotego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinare (Berlin International Film Festival).

Film na podstawie powieści The Cat That Can Never Come Back japońskiej pisarki Inoue Areno.


[center]Obrazek[/center]
Awatar użytkownika
Volli
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1707
Rejestracja: 09 lut 2010
Lokalizacja: spod sterty papierów...

Re: [2011] Come Rain Come Shine

Postautor: Volli » 05 lip 2011

Och... doprawdy, postu miało nie być ale jednak chyba nie dam rady, bo troszkę za bardzo mi się wszystko w czasie oglądania tego filmu pomieszało i powywracało, żeby to sobie tak zostawić. Nie mówię tu o jakimś mętliku emocjonalnym. Hmm... na razie w zasadzie trudno mi tutaj skonkretyzować o co chodzi, więc może po prostu przejdę do tematu.

W zasadzie moje odczucia może ładnie zobrazować fakt, że mam ochotę zabrać się do spisywania wrażeń w dwojaki sposób: prześmiewczo - ironiczny [taaa... jest to film o chodzeniu... :rolly:] i całkiem poważny. Przez pierwszą godzinę seansu miałam nieodparte wrażenie, że serwuje się nam całkiem ładnie skrojony, ale - z przeproszeniem - banał. Naprawdę oj - ten temat jest tak na wskroś przewałkowany przez różne - z resztą o wiele lepsze - filmy, że generalnie jedyne co robiłam to wgapianie się w Hyun Bina, przerywane dość wyraźnymi ziewnięciami, kiedy znikał z ekranu... no bo... ile można? Nie mam tu nic do scenariusza, aktorów czy reżysera, ale... helloł... no - odgrzewany kotlet... A potem zaczęło się dziać coś takiego co coraz bardziej przykuwało moją uwagę i pominąwszy myśli, że naprawdę ale to naprawdę nie chciałabym próbować tego spaghetti - zostałam wciągnięta i dosłownie w ostatnich scenach "zaskoczyłam". I w tym właśnie cudownym momencie film się skończył.

Nie chodzi mi o to, że końcówka była jakaś zła - szczerze mówiąc właśnie zakończenie uważam za najlepszą część filmu, ale jednak fajnie byłoby, gdyby główna para aktorów przekonała mnie nieco wcześniej - do siebie, do tej historii... nie wiem... Niesamowicie podobała mi się scena krojenia cebuli i potem w łazience, kiedy ON zdaje sobie sprawę z tego, że łzy które zmywa niekoniecznie są produktem aktywności kuchennych.

Wydaje mi się, że może lepiej oglądałoby mi się ten film, gdybym nie znała głównej pary aktorów... Chociaż... nie, jednak po zastanowieniu - nie... Nie wiem co poszło źle, bo właśnie według mnie samo zakończenie (i nie chodzi mi o to JAK się to skończyło-nie skończyło - jeśli ktokolwiek wie o co mi chodzi... :confuse: , ale JAK to zostało podane) pokazało, że w Come Rain Come Shine tkwił potencjał... No ale jednak.

Podobnie mieszane uczucia mam do tego nieszczęsnego kociaka... :omg: toż to jest tak ograny motyw, że aż słabo - a jednak swoje zadanie spełnił i ONA miała do kogo powiedzieć te swoje ostatnie słowa (których znaczenie poznaliśmy jakieś 40 minut wcześniej), że "wszystko będzie już dobrze..." I to - przy całej trywialności motywu - jednak mnie ruszyło...

Happy Endu nie ma - to nie Śniadanie u Tiffaniego, gdzie zmoknięty i głodny kociak zostaje brutalnie wyciągnięty z kosza na śmieci i obdarzony w końcu Domem... (chce tego czy nie :rolly:) Tu kot wysechł, dostał te sardynki po które Hyun Bin drałował do piwnicy, i pewnie znowu nawieje na deszcz przy nadarzającej się okazji... Ot... taki nasz ludzki... o! pardon - koci - samotny lajf...

Toteż... z jednej strony mnie film nudził, z drugiej jednak - dość konkretnie wzruszył... I mimo że napisałam tego dość chyba długiego już posta, który teoretycznie miał mi to wszystko uporządkować, to nadal nie wiem co o tym sądzić...

[edit] Hmmm... a teraz tak dumam sobie, że może cały ten mój kłopot się bierze stąd, że jest to jednak zdecydowanie film "festiwalowy", i może z tego względu trącący nieco pewną pretensjonalnością (nawet niekoniecznie zamierzoną) [te dłuuuuugie ujęcia od samego początku... jakieś takie bezsensowne miotanie się po tym domu... i też - od początku - brak muzyki... - to wszystko sprawiało taką jakąś atmosferę... "specjalną"]. A gdzie pretensjonalność tam i fałsz, a gdzie fałsz - tam trudno o autentyzm przeżyć...? :confuse: LOL - po prostu... przesadzono ze środkami wyrazu? :confuse:

I jeszcze jedno - tak myślę, że to jest film, o roli w którym aktor marzy jeszcze w szkole aktorskiej... Tego ich uczą... (tak przynajmniej to sobie wyobrażam) w tym można się popisać... i że to było troszeczkę tak, jakby - przynajmniej na początku - to tę dwójkę aktorów przerosło... choć z drugiej strony nie można się też niczego jakoś tak specjalnie czepić... Może to wina montażu? :confuse: Bo ostatnie pół godziny było naprawdę - jeśli o to konkretnie chodzi - przejmujące.
:volli:
Awatar użytkownika
Snake
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 896
Rejestracja: 30 maja 2010

Re: [2011] Come Rain Come Shine

Postautor: Snake » 05 lip 2011

Pomijając pierwsze 10 minut, cała akcja dzieje się w jednym apartamencie, w ciągu jednego dnia, a cała intryga dotyczy wyłącznie jednej pary. Nietypowość Come Rain Come Shine jest jego główną zaletą. "Przyciemniona" kamera, trochę długich ujęć, odgłos deszczu starczający za całą muzykę, tworzy to atmosferę smutną, mglistą. Niestety film jest wyprany z emocji. Ledwo kilka ciekawszych dialogów musi starczyć do oszacowania sylwetek psychologicznych bohaterów, niepełnych i szczątkowych. Po seansie nie za dużo można powiedzieć o parze, co dziwne, bo przecież obserwowaliśmy ich cały czas. Przyglądanie się ich zachowaniu było nawet interesujące, momentami coś się ożywiało, ale jeszcze szybciej zamierało. Motyw z kotkiem, a raczej jego realizacja dodatkowo popsuła film moim zdaniem, a samo zakończenie, oj kiepskie.

Nie żałuję, że oglądałem, co więcej, przez większość czasu oglądało mi się dobrze, głownie za sprawą formy i realizacji, ale to raczej słaby film. Jest tyle innych romansów, które ociekają emocjami, a w Come Rain Come Shine nie ma "nic"

5,5/10

Wróć do „K-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość