Amour-Legende (2006)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
Azzel
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 4101
Rejestracja: 05 mar 2009

Amour-Legende (2006)

Postautor: Azzel » 28 lut 2010

Amour-Legende


tytuł: Song shu zih sha shih jian
rok produkcji: 2006
reżyseria: Mi-sen Wu
czas trwania: 118 min
kraj: Taiwan/Japan <chciałam dać w j-movie przez Yoosuke ale jednak strona Tajwańska przeważa>

Obsada:
* Yôsuke Kubozuka - Oshima
* Rachel Ngan - May
* Han Chang - Tom
* Hsu Wei-ning - Coco

Opis:
Oshima (Kubozuka Yusuke) budzi się na środku pustyni w Południowej Afryce bez wspomnień tego co się wydarzyło wcześniej. Obok leży kobieta, jak później się dowiaduje - nazywa się Coco, powoli opowiada Oshimie co się z nim stało i jak trafił w miejsce, w którym się znajdują. Mówi ona, że wybierał się razem ze swoją dziewczyną - May w Śnieżne Góry, ale gdy zatrzasnęły się im drzwi od samochodu, którym jechali - May ruszyła do miasta szukać pomocy zostawiając Oshimę na pustyni. Tam spotkał Coco, która postanowiła mu pomóc oraz podążyć razem z nim w góry, gdzie być może mogli znaleźć May...

Ode mnie:
Historyjka niby banalna, ale w rzeczywistości nic na samym początku nie jest takie jak się wydaje. Na samym początku dosłownie co chwilę sprawdzałam aktorów i czy mi się coś w głowie nie pomieszało... ale w rzeczywistości wszystko było jak najbardziej jak być powinno i właściwie historia na tym się opierała, że nic nie było takie jakie mogło by się wydawać. To że ktoś stoi przed tobą, rozmawiasz z nim i wydaje ci się, że go znasz, nie oznacza że wiesz na pewno kim jest. Czy dowodem na czyjeś istnienie może być zdjęcie? film? jak w ogóle można udowodnić że się istnieje?
Po pierwsze film nie jest na lekkie oglądanie, po drugie może się wydawać ze jest dłużyznowaty ale on po prostu musi mieć taki klimat, tak mi się wydaj przynajmniej. Jak ostatnio ciężko mi się skupić na dłuższych produkcjach tak tu się wlepiłam naprawdę w ekran by zrozumieć właściwie co się dzieje. Jeśli chodzi o treść ostatecznie mogę powiedzieć ze jestem bardzo zadowolona. Jedynie ostatnia scena z May to było dla mnie coś dziwnego... zepsuło mi trochę całość. Przechodząc do innych aspektów filmu - aktorzy - właściwie wielu ich tu nie ma, ale byłam też zadowolona mimo że na samym poczatku Yosuke mi jakoś tak trochę nie pasował, ale dalej już poszło:) do tego - no sexy jest tu i już;p Kolejna rzecz - języki, po prostu nie mogłam sie przyzwyczaić, non-stop zmiany języków - miałam zupełną mieszankę w głowie, mamy tu japoński, chiński, angielski (w wykonaniu Yosuke to niestety był japoński angielski;/) i hiszpański, jeszcze on mówi po japońsku ona po angielsku, nagle ona po chińsku on po angielsku, aż głowa bolała...
Z kolejnych rzeczy które można by wspomnieć to sceny, krajobrazy czy sceneria. To co tu mamy pasuje świetnie, poczucie trochę jakiejś pustki czy abstrakcyjności świata pokazanego <hotel pustynny, potem hotel w górach>. Muzyka - zwykle u mnie to problematyczny temat bo ciężko zwrócić moją uwagę, no i chyba tu nie było czegoś wyjątkowego.
Tak ogólnie - miałam dziwne wrażenie że film ma coś z klimatu europejskich filmów, jako że zaniechałam częściowo oglądanie europejskiej kinematografii wiec ciężko mi mi przyrównać to do czegoś, ale trochę klimatem dziwności przypomniał mi hiszpański film Open your eyes. Zakończenie było takie ze musiałam przewinąć sobie czy te napisy to naprawdę oznaczają koniec. Ulubione sceny - odnośnie wiewiórek i król w barze rozmawiający z Oshimą. Jedynie co mi popsuło film to scena z May o której wspomniałam. Ale może też się tak pozytywnie nastawiłam przez Yosuke do filmu więc może jestem mało obiektywna. Ogólnie polecam obejrzeć samemu kto lubi takie trochę abstrakcyjne filmy do pomyślenia.


Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość