My So Called Love (2008)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
anna-banana
Doramowy maniak
Posty: 1195
Rejestracja: 20 kwie 2010
Lokalizacja: niestety nie z Korei:(

My So Called Love (2008)

Postautor: anna-banana » 11 maja 2010

Obrazek

Oryginalny tytuł : Ai de fa sheng lian xi
Reżyseria:Ding Li
Data premiery:Listopad 21, 2008 (Taiwan)
Gatunek : Romans

Obsada:
* Barbie Hsu
* Eddie Peng
* Joseph Chang
* Ming-hsiang Tung

Opis:
Cat desperacko szuka prawdziwej miłości,czasem niemądrze. Wprowadza się do swojej biologicznej matki,tylko po to by przekonać się o tym że jej ojczym jest podglądaczem. Ucieka z domu z kolega ze szkoły,A-Liangiem,ale ostatecznie go zdradza. Znajduje pocieszenie u Xiao-Gu, którego poznała w internecie,ale dowiaduje sie że jest on żonaty. Potem Cat poznaje Sunshine, który daje jej miłość której ona pragnie,ale ona wątpi w jego uczucia...

Ode mnie:
Jakiś dołujący był ten film dla mnie,albo takie było życie tej bohaterki. Bo niby Cat szuka miłości i ją znajduje,ale jej to nie wystarcza? Nie potrafi jej docenić? Nie potrafię zrozumiec bohaterki,mimo że rozumiem co jest powodem jej czynów,bo przecież każdy z nas szuka prawdziwej miłości,tak samo bohaterka tego filmu, próbuje zrozumieć słowo miłość. Cat domaga się wytłumaczenia co znaczy to słowo,ale nie dostaje odpowiedzi na to pytanie. Czy to że sama nie rozumie tego słowa znaczy że może ją odnaleźć?
Mimo że na początku stwierdziłam że film dołujący,polecam go, choćby po to żeby zobaczyć że czasem naprawdę nie potrafimy docenić tego co mamy i jakie błędy popełniamy w poszukiwaniu własnego szczęścia i prawdziwej miłości.


[center]Obrazek[/center]
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

Re: My So Called Love (2008)

Postautor: Lily » 04 kwie 2011

Dla mnie ten film dołujący nie był, ale ogólnie jakoś nie przypadł mi do gustu. Też nie rozumiem zachowania głównej bohaterki, która niby poszukiwała miłości, a jej postępowanie zdawało się dążyć do czegoś zupełnie odwrotnego.

A oto moje wrażenia po filmie:
Spoiler! Nie podobała mi się kreacja tego pierwszego związku, jakoś w ogóle nie przekonywali mnie jako para, miałam wrażenie, że są bardzo sztuczni. On sam był postacią bardzo nijaką. Między nimi taka niby wielka miłość, ale ledwo koleś poszedł do wojska, Cat zaczęła się spotykać się z innymi facetami. Dlaczego to zrobiła, dlaczego się na to zdecydowała? Nie wiadomo. Potem wikła się w romans z jakimś takim biznesmeno-playboyem. Tutaj miłości też nie dostrzegłam, raczej fascynację fizycznością i po prostu sex. Dziwna była ta relacja, dziwne ich zachowanie (np to spotkanie w restauracji z żoną).
Postać trzeciego faceta jest trochę dla mnie zagadką, bo do końca nie wiem z nim było nie tak. Był chory, niedorozwinięty czy coś innego jeszcze? Najpierw myślałam, że jest cudzoziemcem dlatego tak dziwnie i niezrozumiale mówił po chińsku, ale później pojawiają się jego rodzice i mówią coś o ty, że trudno było go nauczyć mowy i miał z tym problemy, a to wskazywałoby raczej na jakąś chorobę czy spowolniony rozwój. No nieważne, w każdym razie Cat wobec niego zachowała się równie "niefajnie", co wobec pierwszego.
Jednym z największych absurdów tego filmu było dla mnie to, że Cat później mieszkała ze swoim pierwszym chłopakiem, gościem który miał z nim gejowski romans i jeszcze do tego jej siostrą. To jakieś bardzo dziwne relacje, jakoś nie chce mi się wierzyć, aby coś takiego mogło w rzeczywistości mieć prawo bytu. Zwłaszcza, że ten gej mówił, że będzie walczył o jej chłopaka, bo go kocha. I co, potem tak po prostu razem zamieszkali? Jakiś bezsens zupełny.

I przede wszystkim: główna postać, czyli Cat. Jej osobowość i zachowanie nie budziły u mnie sympatii, ale ona sama jako osoba, a raczej aktorka, która ją grała, też mi się nie podobała. Pierwszy raz zobaczyłam słynną Barbie Hsu i po tym jednym filmie mogę już stwierdzić, że nie przepadam za nią. Nie wiem, po prostu ma w sobie coś irytującego, momentami ma też jakąś taką dziwną wiedźmowatą twarz. Jest wiele azjatyckich aktorów i aktorek którzy budzą moją sympatię samym wyglądem, wyrazem twarzy itd, natomiast Barbie jest pierwszą której z tego samego powodu ewidentnie nie lubię. I może tez właśnie z tego powodu film tym bardziej mi się nie podobał. Irytujący główny bohater od razu zmienia spojrzenie na fabułę filmu.
Jeszcze jedną rzeczą, którą mogli sobie darować, było niepotrzebne graficzne "podkolorowywanie" krajobrazów. W jednej scenie księżyc na niebie jest tak wielki jakby co najmniej był Jowiszem, w innej niebo wygląda jak z przegiętych do bólu pocztówek znad Bałtyku ;)
Ale jest jedna rzecz, która mi się podobała ;) krajobraz tej drogi wzdłuż brzegu z wiatrakami. Uwielbiam te wiatraki, morze też ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Naprawdę klimatyczne miejsce.

Zatem ogólnie: jak dla mnie bez szału. Oceniam na 4/10 choć też mam mieszane odczucia, czy nie powinnam dać mniej. Jakoś nie trafił do mnie ten film, ci bohaterowie, ta historia. Ani nie polecam, ani nie odradzam. Obejrzeć można, ale myślę, że jest kupę innych dobrych filmów, którym lepiej poświecić czas. Oczywiście to tylko moja subiektywna ocena! :)

Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość