Au Revoir, Taipei (2010)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
boom_boom
już nie Lady
Posty: 2352
Rejestracja: 05 sie 2009
Lokalizacja: Las pelen DRZEW

Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: boom_boom » 07 lip 2010

Obrazek
Au Revoir, Taipei

reżyseria, scenariusz: Arvin Chen
premiera: kwiecień 2010 (Tajwan)
gatunek: komedia, romans, akcja
obsada: Jack Yao, Ko Yu-Luen, Amber Kuo, Joseph Chang

opis:
Kai codziennie chodzi do księgarni, siada na podłodze i czyta wziętą z półki ksiażkę do nauki francuskiego. Jego dziewczyna wyjechała do Paryża, on zaś chce do niej dołączyć. Niestety, kryzys ich związku powoduje konieczność przyspieszenia wyjazdu. Kai może łatwo zdobyć pieniądze na podróż, pomagając w dostarczeniu tajemniczej przesyłki. Okazuje się to jednak bardziej skomplikowane, gdy nie jest jedynym zainteresowanym paczuszką, zbiry w pomarańczowych marynarkach porywają jego przyjaciela, a każdy krok śledzi policja.

ode mnie (tu już trochę spoiler2ów):

Nie tak często sięgam po tajwańskie produkcje, tę akurat wybrałam przypadkowo, ale jest tak ciepłym filmem, że postanowiłam wzbogacić tytułem ten dział. Lubię takie komedie, w kórych nikt nic nie wie, nikt nic nie umie, ale wysokie aspiracje pozostają ;) Kocham ten pomarańczowy gang, który od swoich ofiar domaga się adresów dobrych knajp i dobrych historii miłosnych. Uwielbiam Kaia, który jest cudownym facetem i tyle był gotów zrobić, by ratować swój związek. Uwielbiam Susie, która rzuciła wszystko i uciekała razem z nim, narażała się, pomagała. Komizm sytuacjny, masa nieporozumień, rodzące się gdzieś "na boku" uczucia. I przypomnienie, że czasem, choć coś się długo planuje i opracowuje szczegółowe plany, realizacja przynosi zgoła inne efekty.
Miły sposób na odstresowanie się i poprawienie atmosfery. Bo nie zawsze chodzi o akcję mrożącą krew w żyłach, a o ciepłe ujęcia, wywołujące uśmiech na twarzy.
+ ten akcent przy wymawianiu francuskich zdań, wow!


Obrazek
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

Re: Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: Lily » 20 mar 2011

O tak, zgadzam się - film bardzo przyjemny, pogodny. Niby nic specjalnego, nie ma żadnych "fajerwerków", a naprawdę urzeka. Mi szczególnie podobała się ta atmosfera nocnego Taipei, te ciasne uliczki, tańcząca grupa w parku, makaron w knajpie w środku nocy. I Susie i Kai to bardzo naturalne postacie. Pomarańczowy gang był rewelacyjny, choć bardziej "rozwalił" mnie ten maksymalnie przymulony kolega Kaia. Przez cały film zdawał się mieć wszystko w dupie i jakby nie do końca kojarzyć co się wokół dzieje ;)
Naprawdę, bardzo fajny film, polecam :)
Awatar użytkownika
Volli
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1707
Rejestracja: 09 lut 2010
Lokalizacja: spod sterty papierów...

Re: Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: Volli » 23 mar 2011

Przyznaję się, że na Au Revoir Taipei miałam ochotę od kiedy powstał ten temat... Ale tak ochota ochotą, a film leżał i leżał i gdzieś się tam nawet pojawiał, ale zawsze a to to a to tamto... no i ... no i tak jakoś... I dopiero dzisiaj się udało... i ojeju... zakochałam się. Bo to jest taki film do zakochania... I szczerze mówiąc to chyba nawet nieistotne o czym był, bo mam wrażenie, że wcale nie fabuła była tutaj ważna. I tak sobie myślę, że głównym bohaterem filmu nie był Kai, tylko ta noc i Taipei...

Film ma bardzo szczególny klimat... śliczne zdjęcia, kolory [to w ogóle sztuka oddać takie bogactwo kolorystyczne przy nocnych zdjęciach, a tutaj, tutaj się udało], światło - tak bardzo bardzo przemyślane... No i muzyka, taka... "francuska"? Tzn... taka jaką kojarzę z francuską kinematografią... jakąś... Amelią... czy coś... muszę poszperać co to było... Taki wielki ładunek pogodności ...

Myślę co by tu jeszcze można napisać i... i wychodzi mi, że chyba niewiele... oglądamy konkretną historię, ale nie towarzyszy temu jakieś szczególne napięcie. Widać jak wokół toczy się życie - ludzie chodzą, tańczą, mijają się, parują kluski i pierożki w budach z jedzeniem, błyszczą mokre ulice, zapalają się i gasną latarnie... potem cisza śpiącego miasta i poranek - ot, minęła noc na ziemi... Wszystko wydaje się takie pogodnie błahe, nawet zawartość przesyłki...

No i jeszcze koniecznie muszę wspomnieć o fantastycznym humorze... "bieganiu" po metrze, scenach taksówkowych, gangu "pomarańczy"... ... ... ech... lekko, lekko na duszy a na ustach wielki uśmiech...
:volli:
Awatar użytkownika
Azzel
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 4101
Rejestracja: 05 mar 2009

Re: Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: Azzel » 24 mar 2011

Niech premiera wieczorków doki nie idzie na marne :P czyli piszemy posta! ^^

Chociaż w sumie nie wiem co powiedzieć, z tego co zauważyłam to film został odebrany dwojako: po pierwsze - jako wielkie nudy, a po drugie - jako bardzo przyjemny ciepły film. Ja się podpisuję pod tą drugą opinią. W sumie nie ważne było o czym ten film był. Na początku było smutno, mokre ulice, cały film ciągnie się przez noc, zieleń, błękit, ciemna czerwień, tak abyśmy dotrwali do poranka, który rozjaśnia mroki i cień w sercu bohaterów i w sumie je rozgrzewa, w oku Kaia topnieje lód i zauważa to co w sumie było warte ujrzenia. Film zostawia przyjemne ciepło, koniec był po prostu taki... uroczy? Zasiadając do seansu z zepsutym humorem, po nim wszelkie smęty schowały się pod łóżko. Do tego pomarańczowa mafia - która wybijała się z mroków nocy, tak jakby to ona w sumie miała nam przynieść dobre zakończenie, w końcu nic się nie dzieje bez żadnej przyczyny. Najpiękniejsze w tym całym filmie to klimat jaki panuje przez cały film - kolorystyka, bohaterowie czasami są wręcz zieloni, piękne zmieszanie kolorów, których w sumie nie było aż tak dużo. Do tego noc w Taipei, piękne pokazanie jak to miasto żyje jakimś takim chyba właśnie lekko francuskim życiem. Powolnym, niespiesznym. Tak trochę wygląda Paryż nocą, tylko że tu mamy Paryż w klimacie orientalnym. Do tego wszystkiego muzyka, jak Volli mówi - "francuska". Cała ta urokliwość miasta polega na tym, że wydaje się być ono takie przyjazne, jakieś porwanie, ale to wszystko lekko przechodzi z żartem dalej, gang pogra w mahjonga z ofiarą, zjedzą pierożki, przestępca natarczywie uprasza sie o odpalenie radiowozu i przejażdżkę, a wszystko to przez jakąś starą fotkę. I każdy rozchodzi się do domu, czy tam w swoją stronę, a życie wraca do punktu wyjścia. Ten film po prostu sobie płynie, życie tam płynie nie wzburzone żadnymi większymi sztormami, bo wszystko to i tak jest miałkie. Jest po prostu pięknie.


P.S. w sumie naszła mnie jeszcze taka myśl że chyba chińczycy właśnie potrafią tworzyć taki jakiś dziwny klimat. Przypomina mi się Perfect Bride - również piękna kolorystyka i też takie dziwne tworzenie klimatu filmu, które w sumie budować ma określone nastroje u widza.
Obrazek
Awatar użytkownika
evelinux
Doramowy maniak
Posty: 5185
Rejestracja: 03 maja 2009
Lokalizacja: zapupie

Re: Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: evelinux » 24 mar 2011

no dobra.. mowiłam, że nie napiszę komenta, ale tak się z tym przespałam i może jednak spróbuję.. inaczej się pisze jak się pisze komenty do filmów, które człowieka zachwyciły.. Powiem tak.. jak już siadłam i ze wszysktimi zaczęłam go oglądać to oglądałam.. jakbym go miała sama obejrzeć to bym go na pewno wyłączyła po paru minutach. Było parę fajnych akcentów, śmiesznych scen. Szeczególnie różne formy tyłowania różnych postaci ( :rolly: ), gang panów w pomarańczowych garniakach, sama idea istnienia tajemniczego brata Bao, pościgi niczym w dramie z Rainem - no i pan policjant ( :fav: ), plus sceny tańca niekoniecznie towarzyskiego... Widoczki na Taipei nocą też śliczne - szczególnie że oglądając jeden i ten sam film niektórzy widzieli kolor różowy, niektórzy czerwony, a jeszcze inni pomarańczowy xD Anyway, na czym to ja skończyłam? No tak, było parę fajnych scen, no i obejrzałam tylko dlatego, że stadnie to oglądaliśmy.. ale generalnie nie odczuwam pragnienia, ani nawet chęci powtórnego go obejrzenia. Może jestem jakaś nieczuła na takie rzeczy jak światło, muzyka i barwy.. ale mnie po prostu nie "porwał" ten film.. chociaż parę osób wytyłował ;)

PS. w ogóle, Azzel, tak czytam tego twojego komenta i on mi się podoba bardziej niż ten film :D
Obrazek
KOREA: | Flames of Desire | Playful Kiss | Paradise Ranch | Time Slip Dr Jin | Operation Proposal | I do, I do |
JAPAN:
TAIWAN: |Why Why Love | Love Keeps Going | Hayate the Combat Butler | Absolute Darling |
Awatar użytkownika
Piżmak
Doramowy maniak
Posty: 1016
Rejestracja: 13 paź 2008

Re: Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: Piżmak » 24 mar 2011

z tego co zauważyłam to film został odebrany dwojako: po pierwsze - jako wielkie nudy, a po drugie - jako bardzo przyjemny ciepły film.


To ja wcisnę się w magiczny środeczek i zostanę zawieszona pomiędzy... "Au Revoir, Taipei" - chyba pierwszy od bardzo długiego czasu film, który mógłby być równie dobrze niemym filmem i czerpałabym podobna przyjemność z seansu...
Ale po kolei...
Nasza podróż zaczyna się, gdy pewna młoda dziewczyna wsiada do taksówki i spojrzeniem pt" Nie do zobaczenia" żegna głównego bohatera Keia...Poznajemy rodziców, obowiązki, przyjaciela a także pragnienie, które napędza dalsze działania chłopca.Kamera wciska się do ciemnego pokoju, zagląda na tyły kuchni, skręca do księgarni. Po woli wkrada się rutyna, którą ,o zgrozo, zaczyna odczuwać też widz. I w pewnej chwili kolory odżywają, alejki lampionów żółto-czerwono-biało odsłaniają kolejne uroki miasta nocą...Co ciekawe - miasto nie śpi, mimo późnej pory w powietrzu unoszą się przyjemne zapachy smażonych i gotowanych lokalnych przysmaków, ludzie tłoczą się wokół stoisk...Gdy nikt nie patrzy - widz wyciąga łapkę po smażoną kuleczkę z patelni, obejmuje dłońmi lampiony wpatrując się w ich subtelne, nastrojowe barwy...Spokój zostaje jednak zachwiany - trzeba mknąć wąziutkimi, ciemnymi uliczkami, następnie biec w już i tak poruszającym się metrze by zgubić przystojnego, pewnego siebie policjanta. W akcie desperacji młodzi zlewają się z otoczeniem w tańcu - jak widać nawet w trudnych sytuacjach można czerpać przyjemność:) Potem wkraczają już w pełnym rynsztunku a'la gangsterzy. I tutaj jest chwila, by dociągnąć wątek policjanta, pokazać "zwieszonego" niczym komp przed restartem przyjaciela Kaia, wpleść całkiem ciekawy dialog do niewygodnej sytuacji pod bramką powodująca swoją barwą pulsowanie oczu:) I znów widz jest świadkiem masowego ataku barw - tym razem wszelakie odcienie czerwieni, bardzo intensywne i wyraziste. Ten motelo-hotel, do którego dotarli główni bohaterowie oprócz faktu, ze ściany pokrywała jakaś dziwaczna "babcina" tapeta, to spodziewałam się że pod ścianami będą siedziały panie do towarzystwa tak ładnie te czerwone światełka tworzyły nastrój wnętrza:) Puff i nastrój prysł, gdy wpadliśmy razem z bohaterami do pokoju przesłuchań...gdyby dodać więcej dymu tytoniowego, rozłożyć karty i zredukować troszkę światło - to pokój do gier karcianych jak ulał:) Policjanci w akcji, pożegnanie...i koniec nocy:) Mamy kolejny dzień jednocześnie żegnamy się z filmem cudacznym tańcem...

Zastanawiam się jakie było zamierzenie reżysera...miks gatunków, elementy gangsterki, zmieszanie humoru z akcją, romantyczna nocna przygoda....Żaden z wątków nie został wg mnie pociągnięty w całości, wszystko razem dało mnie jako widzowi - uczucie totalnego zagubienia, zamieszania i przyznam szczerze - nie zaśmiałam się ani razu na tym seansie (to już w ogóle koniec świata jak u mnie). Wszystko przybrało odwrotny skutek - skupiłam się na facjacie policjanta, by nie pocić się biegnąc jakby bezcelowo i przymknąć oko na nieudolność policyjnych akcji. Podobny efekt w przypadku młodych, pomarańczowych gangsterów łaknących przygody...Jeśli już jesteśmy przy wątkach fabularnych, to jedyna rzecz, do jakiej mam najmniejsze zastrzeżenia - uwzględnienie w kategoriach gatunkowych romansu. Watek romantyczny żył sobie swoim cichutkim nieopierzonym początkowo życiem, czuło się jego subtelność w drobnych uśmiechach, ciepłych spojrzeniach, przypadkowych sytuacjach. Jedyna rzecz, której jestem pewna w tym filmie patrząc na gatunek:)

I najważniejsza część potwierdzająca moje zawieszenie "pomiędzy" - klimat, wspaniały, barwny klimat filmu. Główną osią łączącą pozostałe elementy filmu jest Taipei. Widz wędruje po nim przez jedną, długą noc. Zatapia się w zgniłej zieleni wnętrz, malachitowej barwie tła, budzi go z letargu miętowy szyld emanujący pośród pozostałego bogactwa odcieni czerwieni, żółci, pomarańczu...Wciskamy guzik "Mute' i po kilku zaledwie minutach filmu nad naszymi głowami tańcują na lekkim wietrze rzędy lampionów, zapach wiedzie za nos, gwar ludzi tłoczących się w uliczkach zagłusza myśli.Mnogość kolorów przedziera się z każdej strony. Bierzesz głęboki wdech - wiesz, ze miasto żyje i zaraz rozpocznie się twoja przygoda:)
Obrazek
Awatar użytkownika
Pino
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 458
Rejestracja: 07 kwie 2010
Lokalizacja: Na Pokładzie Avatara
Kontaktowanie:

Re: Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: Pino » 24 mar 2011

I Piniacz zobaczyła tęczę! z przewaga koloru pomarańczowego!
i ta Pomarańcz oślepiła Piniacza..
..Pino musiała zakrywać oczy momentami bo mimo, że noc to świetliste latarnie oślepiały!!...piękne swoja drogą, ale dawały po oczach..
Zastanawiam się teraz już na spokojnie, emocje opadły, kolorki wyblakły, ale od rana mnie meczy pomysł: a jak by tak ten film jeszcze raz w szarościach obejrzeć ...ale jak?...stary telewizor by się zdał..
Da się jakoś monitor na czarno biało ustawić?
Ten film mnie zmusza do jakiś dziwnych, ekranowych eksperymentów, w trakcie oglądania zapragnęłam takich latarni, ale po koktajlu z barwami chce szarości! :giggle:
Większość ma jakieś ulubione postacie, a ja uwielbiam pomarańczowy karton! :smitten: gdy wszyscy tak gdzieś gnają, pędza bez powodu,czas mija...a karton stoi!... nie biegaj tyle,zatrzymaj się na chwile!
Obrazek
Awatar użytkownika
akire
Przyklejony do ekranu
Posty: 873
Rejestracja: 11 sie 2009

Re: Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: akire » 24 mar 2011

Dobra, jako że oglądałam i dawno nie pisałam nic w sumie, to też się wypowiem - ale w skrócie, skoro koleżanki już takie ładne wyczerpujące komentarze napisały ;p

Przede wszystkim czułam się trochę zgubiona w połowie filmu, po się rozpraszałam :P A mnie bardzo łatwo wybić z rytmu przy filmach. Jednak raczej mi się podobało - może po prostu moje przekonanie, że azjatyckie filmy po prostu muszą być nudne sprawia, że każdy mniej nudny już odbieram pozytywnie:P

Sama historia dość prosta, tak z perspektywy czasu, właściwie myślę, że plot nie ma w żaden sposób zaskakiwać. Film różni się za to właśnie doborem bohaterów - dla mnie główna dwójka była w sumie sympatyczna, uroczy był pan kolega i Peach, nie wspominając już nawet o pomarańczowym gangu. I moim ukochanym Hongu, którym się nikt nie zachwyca, a on przecież był tak uroczy (i gejny) że głowa boli ^^ I miał takie piękne wyłupiaste oczy i skórę naciągniętą na czaszkę i ulizane włosy. Cały wątek z policjantem i tą jego dziewczyną - trochę bez sensu, no ale. Może nie mieli czym wypełnić fabuły. Still, mamy trochę dobrych sytuacji - love hotel, bieganie w metrze, ten abstrakcyjny taniec, kawaii ne i inne sceny z gangiem, Raymond, czy ciągle lecąca ta sama wiekowa drama w telewizorach:D Takie małe smaczki, które jakoś napędzały ten film po prostu.

Co do kolorów i widoków - jak się nie zgodzić. Chętnie bym poprosiła o te skriny które Volli? robiła jeśli się nie mylę, bo sama nie zdążyłam (bo się bałam wytyłować za bardzo ;p). Bardzo ładny wizualnie film po prostu.

Zakończenie u mnie wzbudziło spazm śmiechu, bo toż to fluff niemożliwy jakiś, ale wciąż - urocze to było o takie oooooch. No.

To tyle z mojej strony.
Obrazek
Awatar użytkownika
Volli
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1707
Rejestracja: 09 lut 2010
Lokalizacja: spod sterty papierów...

Re: Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: Volli » 25 mar 2011

akire pisze:Co do kolorów i widoków - jak się nie zgodzić. Chętnie bym poprosiła o te skriny które Volli? robiła jeśli się nie mylę, bo sama nie zdążyłam (bo się bałam wytyłować za bardzo ;p). Bardzo ładny wizualnie film po prostu.


Robiłam, nie tak znowu dużo ale robiłam... Bo naprawdę... o - proszę:

Przecudnie "rozlampioniona" uliczka:
Spoiler! Obrazek
Wesoła pomarańczowa gromadka i zakładnik, który BTW ograł pomarańczowych gangsterów w mahjonga przy kluskach:
Spoiler! Obrazek
W nocy karnacje są.... zielone... ^^ hmmm... zielone ludki ^^
Spoiler! Obrazek
koniec imprezy - wejście Honga:
Spoiler! Obrazek
zielono zielono zielono:
Spoiler! Obrazek
zielona latarnia:
Spoiler! Obrazek
kolory przedświtu:
Spoiler! Obrazek
i świt w Taipei:
Spoiler! Obrazek
Przeglądam te screeny... przeglądam... i chyba mam ochotę jeszcze raz obejrzeć ten film... Zwłaszcza w tej chwili, kiedy ciężko mi trochę na sercu...
:volli:
Awatar użytkownika
Speak
Przyklejony do ekranu
Posty: 630
Rejestracja: 03 lut 2010
Lokalizacja: okolice B-stoku
Kontaktowanie:

Re: Au Revoir, Taipei (2010)

Postautor: Speak » 17 kwie 2011

Naszło mnie na jakiś film, akurat 'Au Revoir, Taipei' miałam na dysku, więc włączyłam. Jestem świeżo po seansie i w sumie nie wiem co powiedzieć. Jakoś trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy mi się podobał czy nie. Bo niby momentami zerkałam na zegarek ile jeszcze zostało czasu do końca, ale już za chwilę siedziałam i wgapiałam się w piękne miasto. Bo tak, co do tego wszystkiego o czym pisałyście: kolorystyka, Taipei nocą, zdjęcia po prostu nie sposób się nie zgodzić! Niby nic się nie działo konkretnego, ale jednak miło było popatrzeć na te widoki oraz dwójkę głównych bohaterów, którzy po nocnej przygodzie i pogoni za paczką rano rozpoczynają nowy dzień z tańcem..
Chociaż nie zwracając uwagi na widoki i atmosferę miasta, patrząc na samą fabułę to film był po prostu nudny. Niby przez cały czas była jakaś akcja, a jednak miałam wrażenie, jakby po prostu spacerowali sobie w milczeniu cały film. No dobra, niektóre momenty wywoływały uśmiech na twarzy, bieganie po metrze, Hong czy gadatliwy przyjaciel, ale nie było ich za dużo.
Jak czasem od razu po zakończeniu seansu mam ochotę obejrzeć ponownie, tak tu na pewno wiem, że szybko do tego filmu nie wrócę, o ile wogle...
Oglądam: King 2 Hearts | Love Rain

Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości