When love comes (2010)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

When love comes (2010)

Postautor: Lily » 05 lip 2011

When love comes (2010)


Obrazek


Tytuł oryginalny: Dang Ai Lai De Shi Hou
Reżyseria: Tso-chi Chang
Produkcja: Tajwan
Gatunek: Dramat
Obsada: Yijie Li, Mengjie Gao, Xuefeng Lu, Yushun Lin
Język: mandaryński, minnan
Czas trwania: 108 min


Trailer:
" onclick="window.open(this.href);return false;


Opis:
Laichun jest zbuntowaną nastolatką z liczną rodziną. Mieszka z ojcem, dwoma matkami, siostrą, wujkiem, dziadkiem i nowo narodzonym bratem. By zarobić na utrzymanie rodzina prowadzi restaurację. Gdy po jednym dachem mieszka tyle osób z trzech różnych pokoleń to nieprozumienia i spory są nieuniknione. Laichun będzie musiała przejść długą i bolesną metamorfozę, aby zrozumieć i docenić to co ma i kim jest.

Od siebie:
Jest to historia pewnej dość "róznorodnej" rodziny. Jest jeden ojciec i mąż, ale ma dwie żony. Jest również niepełnosprawny umysłowo wujek, który w zasadzie wymaga ciągłej opieki. Jest dziadek, który jest ostoją spokoju i najmocniejszym fundamentem rodziny. I są też nastolatki, zbuntowane i lekkomyślne. Nie sposób jednak momentami odnieść wrażenie, że mimo tego całego zamieszania jest dość... nudno. Choć może to nie do końca właściwie słowo, ale w tym filmie zabrakło mi jakiejś iskierki, albo raczej jakiegoś haczyka, który by "trzymał" mnie przy seansie. Wchodzimy do ich domu i oglądamy ich życie: zwykłe, codzienne problemy, kłótnie, spory, i całą resztę klasycznych elementów życia tzw "zwykłych śmiertelników". I to oczywiście wcale nie znaczy, że film musi być nudny, ale jednak jakoś ta historia nie za bardzo wciąga i bardzo się dłuży. Było kilka ciekawych postaci, mnie najbardziej podobał się dziadek. Taki prawdziwy "senior rodu", zawsze spokojny i opanowany, taka dobra dusza rodziny. Postać niedorozwiniętego wujka też była "mocna". Sama nastolatka, w zasadzie główna bohaterka filmu, budzi jednak moje mieszane uczucia, jakoś nie polubiłam tej postaci, mimo, iż z biegiem czasu przechodzi metamorfozę i bardzo dorasta.
Co by nie mówić o tym filmie to przedewszystkim jest to kino totalnie nierozrywkowe. Dość długi (prawie 2 godziny) dramat, gdzie praktycznie brakuje jakichś punktów zwrotnych, jest spokojna, jednostajna akcja, która nie zmierza do jakiegoś konkretnego końca (choć zastosowano dość ciekawą klamrę w postaci sceny która otwiera i sceny która zamyka film). Film z pewnością jest ambitny i ma w sobie niemały przekaz, ale jednak dość opornie się go ogląda, i te dwie godziny seansu odczułam jak conajmniej ze cztery. Na pewno nie jest to film który nas "rozerwie", może nie jest też jakoś strasznie przygnębiający (choć niewesołych wydarzeń w życiu tej rodziny mamy bez liku), ale to raczej film z gatunku tych "trudnych".
Raczej nie polecam, chyba, że ktoś lubi takie, jak to mawia moja koleżanka, "dramatyczne dramaty". 5/10


Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość