Color Me Love (2010)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
anna-banana
Doramowy maniak
Posty: 1195
Rejestracja: 20 kwie 2010
Lokalizacja: niestety nie z Korei:(

Color Me Love (2010)

Postautor: anna-banana » 03 wrz 2011

Więc chodź, pomaluj mój świat...

~Color Me Love~



Tytuł oryginalny: Ai Chu Se (爱出色)
Kraj: Chiny
Rok: 2010
Czas:97 min

Obsada:
Yao Chen
Liu Ye
Joan Chen
Monica Mok
Zhu Hong
Wang Xi

Opis:
Xiaofei to dziewczyna z prowincji, która przyjeżdża do Pekinu i zaczyna pracę w znanym magazynie o modzie, dzięki znajomościom swojej ciotki. W pierwszym dniu swojej pracy poznaje aroganckiego artystę Yihong, a ich pierwsze spotkanie kończy się wiadrem farby rozlanym na jego głowie.



Ode mnie:
Na fali zauroczenia panem LIU Ye sięgnęłam po ten film. I dostałam zgrabny filmik o miłości,a dodatkowo to co tygrysy lubią najbardziej czyli pikne kiecki i buciki :rolly: Bo jak tu nie zachwycać się kolekcjami od Versace czy torebkami od Louis Vuitton. Film posiada trochę nieścisłości,ale ogląda się go zgrabnie, bo jeśli kogoś nie rusza moda, to zawsze może się pozachwycać Liu Ye w roli trochę bad boya i poszukiwacza muzy :D


[center]Obrazek[/center]
Awatar użytkownika
boom_boom
już nie Lady
Posty: 2352
Rejestracja: 05 sie 2009
Lokalizacja: Las pelen DRZEW

Re: Color Me Love (2010)

Postautor: boom_boom » 15 wrz 2011

Jak ja lubię takie filmy :fav: :fav: :fav:
Uwielbiam, jak coś jest tak pięknie nakręcone, że aż nie muszę się przejmować historią.
Właśnie w tej kategorii postrzegam ten film.

Nie znaczy to, że historia była jakaś beznadziejna, nie, nie, zdecydowanie nie. Ładna, zmysłowa. Ale sama by sobie aż tak nie zaskarbiła mojego serca. Była po prostu jednym ze składników pięknego filmu, jakim jest "Color me love".

Sam tytuł... Właśnie on mnie zainteresował i skłonił do obejrzenia filmu. Mam wrażenie, że idealnie go wybrano. Jest kolorowo, radośnie, relaksująco i romantycznie. Wszystko, jak potrzeba.

I wcale nie Liu Ye był największą ozdobą tego filmu, ojjjj nie. Po pierwsze ten film "zrobiła" Fei, jej uśmiech, spojrzenie i każdy jeden jej ruch, który mnie hipnotyzował. Reszta kobiet z jej otoczenia "robiła" coś podobnego zresztą. A resztę "robiły" inne duperele: światła, wystrój, cekinki spadające z nieba, kiecki na wieszakach, ruch windy... Mam wrażenie, że wszystko tam było strasznie ważne. Że kolor bluzki Fei musiał pasować do koloru drewna, z którego wykonano meble. Że kapa na wersalce była idealnie nieułożona. Że nie dało się znaleźć piękniejszej szarości osiedli. Nie wiem, ja byłam zaczarowana tym całym światkiem.

Albo cóż, wrócę jednak do filmu... Bo kocham bohaterkę!!! Ach, jak ona pięknie tę farbę rozlewała :rolly: Jak pięknie chowała stópki przed ukochanym :rolly: Jak tańczyła, ach, pięknie!!!!
I ten facet. Bo świetny był. Bo miałam ciarki.
Też chcę, żeby mnie ktoś tak wyniósł na plecach!!!!!
I jakie były zmysłowe sceny z nimi, niby się tyle widzi na codzień, a to takie piękne było. Te pocałunki powodowały we mnie jakieś przyjemne uczucie. One tam nie były, żeby być. One tam PASOWAŁY. Już nie mówiąc o głaskaniu skóry Fei farbami. Majstersztyk jakiś dla mnie. Ale to niby zwykłe sceny. :)

I to dziwne, ale chociaż było spokojnie i estetycznie, to jakoś tak wciągająco, dynamicznie, rześko...

Bardzo mi się podobał ten film, uczta dla oczu. :fav:
Obrazek

Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość