Walking on the wild side (2006)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

Walking on the wild side (2006)

Postautor: Lily » 09 wrz 2011

Walking on the wild side (2006)

Obrazek


Reżyseria: Han Jie
Obsada: Bai Paijiang, Guo Quiang, Hou Jing, Zhang Xingxing
Produkcja: Chiny
Rok: 2006
Gatunek: Dramat
Czas trwania: 1h 30 min
Język: mandaryński

Opis:
Akcja filmu osadzona jest na prowincji Shanxi, która jest największym centrum wydobycia węgla w Chinach. Troje przyjaciół mieszka w małym miasteczku, które żyje tylko dzięki kopalni. Całe dnie spędzają na niczym, włóczą się po okolicy bez celu, wdają w bójki. Jedna z takich bójek kończy się źle i wisi nad nimi widmo policji. Sprawia to, że postanawiają opuścić miasteczko, by nie dać się złapać. Podróż ta pozostawi po sobie bolesne konsekwencje.

Od siebie:
Jest to film zdecydowanie z gatunku tych "niewesołych". Akcja rozgrywa się w jakiejś zapadłej dziurze zapomnianej przez świat i Boga, gdzie mieszkańcy żyją w norach zamiast domów i bieda zagląda wszystkim w oczy. Wszystko zdaje się być brudne i w ruinie, wokół ciągle unosi się pył węglowy, brudne ciężarowki tarasują drogę, a czarni na twarzach górnicy są między sobą nie do rozróżnienia. Daje się odczuć ten ciężar stagnacji, tej nędzy i bolesnego bezsensu takiego istnienia. Młodzi ludzie nie mają zbyt wielu szans na "mądre" rozrywki, dlatego zbaczają na złe drogi. Bójki, picie, kradzieże, gwałty - to codzienność. Trudno stwierdzić ile lat ma główny bohater, ale ja bym mu dała coś pomiędzy 17-20. Co może czuć taki młody człowiek pozbawiony zupełnie perspektyw? To oczywiste, że szuka szans na oderwanie się od tej szarej rzeczywistości, ale wychodzi to niestety z marnym skutkiem. W rezultacie wszystkie idzie nie tak jak powinno i cała historia kończy się równie pesymistycznie...
Ale mimo tego całego przygnębiającego klimatu myślę, że takie filmy też są potrzebe. Są świetną antytezą do kolorowych i wesołych filmów, gdzie akcja dzieje się w wielkich metropoliach. A przecież Chiny to nie tylko te barwne, wilekie miasta, ale setki, tysiące małych miasteczek i wsi, gdzie bieda aż piszczy, a ludzie składają się w czworo, by zarobić na przeżycie. I myślę, że oni też są warci tego, aby ich pokazać, aby opowiedzieć o nich historię.
Podobał mi się pokazany w filmie wątek przyjaźni, choć też nie był optymistyczny. Bo w sumie to okazała się gówno warta. Jeden kolega okradł pozostałych, zostawiając ich bez grosza na zadupiu, a potem drugi zabija swojego przyjaciela. Owszem, to był wypadek, ale wyrzuty sumienia pozostają... A jeszcze chwilę wcześniej nazywali siebie braćmi. Te wszystkie wydarzenia prowadzą do tego, że nawet gdy główny bohater ma szansę opuścić wieś, by zacząć nowe życie gdzieś indziej, od nowa, to stwierdza, że nie chce, bo nie widzi w tym sensu. I to jest chyba najbardziej w tym wszystkim smutne.
7/10


Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość