High Noon (2008)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

High Noon (2008)

Postautor: Lily » 24 wrz 2011

High Noon (2008)

Obrazek

Obrazek


Więcej plakatów:

Spoiler! Obrazek

Obrazek

Obrazek


Tytuł alternatywny: Winds of September - The Hong Kong Chapter
Reżyseria: Heiward Mak
Obsada: Anjo Leung, Lam Yiu-Sing, Sham Ka-Kei, Michelle Yim, Vincent Wan, Venus Wong, Jeremy Liu
Produkcja: Hong Kong
Gatunek: Dramat
Czas trwania: 110 min
Język: kantoński

Trailer:
" onclick="window.open(this.href);return false;

Opis:
Historia znajomości siedmiu kumpli z liceum, tuż przed zakończeniem szkoły. Grupa ta ma tendecję do pakowania się w kłopoty i jest bardzo niepokorna. Ich radości i smutki, relacje z dziewczynami, chwile dobre i złe.


Od siebie:
Ten film trafia do moich ulubionych. Mimo, że może nie jest to specjalnie odkrywcza fabuła (bo przecież filmów o nastolatkach i ich wkraczaniu w dorosłość były już dziesiątki) ale ten film zdecydowanie urzeka naturalnością. Mamy doczynienia z grupą chłopaków, którzy zachowują się tak, jak to zwykle zachowują się nastolatkowie, a już chłopcy w grupie zwłaszcza (choć wcale niekoniecznie, dziewczyny nieraz bywają nawet i gorsze ;)) Jest ich siedmiu i gdziekolwiek nie pójdą to robią "bydło", urządzają przeróżne cyrki, tłuką się po gębach, szarpią i wrzeszczą - i to jest właśnie dla mnie piękne. Bo przecież za czasów nastoletnich i my tacy byliśmy, bo młodzież rządzi się swoimi prawami, nie trzeba się jeszcze obawiać tych głupich ograniczeń w stylu "nie wypada" czy "ile ty masz lat"... Często młodzież w filmach czy serialach pokazywana jest jakoś tak bezpłciowo, nijako (np telewizyjny paradoks: dzieci z Superaniani klną gorzej niż młodzież na Wspólnej). Tutaj natomiast grupa "rozwydżonych wyrostków" (jak to mówiło się w czasach PRLu) jest prawdziwa, intensywna i mocna. To jedna zaleta. Drugą zaletą filmu jest to, że odpowiednio wyważono tu proprocje smutku i wesołości. Nie lubię gdy przegina się w którąkolwiek stronę, zwłaszcza w filmach o nastolatkach, bo filmy zbyt wesołe i słodkie zdają się być odrealnione, natomiast te z przewagą smutku dołują (ostatnio jest taka tendencja do powastawania coraz większej ilośći filmów o młodzieży patologicznej, jak choćby nasze rodzine "Galerianki"). Tutaj mamy chwile zarówno wesołe i jak i niewesołe, a patrząc na grupę tych chińskich nastolatków widzimy, że realia w jakich żyją niewiele różnią się od naszych. Oglądamy ich zarówno jako grupę, ale też indywidualne osoby z odmiennymi problemami. Bo nie wszystko idzie po ich myśli i coraz bardzie "dorosłe" problemy zaczynąją ich dotyczyć, nie wszyscy grają czysto i nie wszyscy będą mieli takie same szanse w starcie w dorosłe życie.
Jest to film, który poruszył mnie w taki sposób, w jaki uwiebiam gdy poruszają mnie filmy, czyli gdy długo o nich rozmyślam i przypominają mi moje własne doświadczenia. To "zwykły film o zwykłym życiu", jednak ma w sobie coś wyjątkowego.
9/10

Tajwańska wersja filmu miała tytuł "Winds of September" i moim skromnym zdaniem była dużo słabsza. High Noon jest o wiele bardziej "hardcorową" historią, bardziej intensywną i w moim odbiorze prawdziwszą. Obydwa filmy są oparte na tym samym założeniu, czyli historii kumpli ze szkoły, ale poza tym całość bardzo się różni. Są dwa podobne wątki (jeden z gości jest cwaniczkowatym kobieciarzem nieuczciwym wobec swojej dziewczyny oraz śpiączka i późniejsza śmierć jednego z chłopaków), ale zostały przedstawione na różne sposoby i okoliczności tych zdarzeń też były zupełnie inne.


Awatar użytkownika
Snake
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 897
Rejestracja: 30 maja 2010

Re: High Noon (2008)

Postautor: Snake » 01 paź 2011

Zawsze lubię produkcje, które ciężko streścić w kilku zdaniach - głównie dlatego, że fabuła jest tylko pretekstem do ukazania określonych zjawisk. Tak jest w High Noon, to teenage drama o problemach nastolatków z próbą szerszego i ambitniejszego punktu widzenia.

Interesująca jest już sama narracja - szarpana, "różnokolorowa". W pierwszej części jest sporo radosnych scen, w drugiej defetyzm wydarzeń może być lekko przygnębiający. Ogólnie film jest bardzo urozmaicony, dużo ładnej muzyki, montowanej w różny sposób (np. czasem nagle cichnie), od czasu do czasu prześwietlone zdjęcia i nieschematyczne sceny.

Bez wątpienia sylwetki bohaterów i ich historie są naturalne, nieodrealnione, jednak nie podobało mi się, że film ogólnie wygląda jak jakaś mieszanka, bombonierka - ze scenami wrzuconymi w tak randomowy sposób, że o budowaniu napięcia nie mogło być mowy. Wydaje mi się też, że bohaterów jest zbyt dużo, żeby móc ich wszystkich dobrze poznać - postacie dziewczęce są już w ogóle zmarginalizowane (o ile rzadka obecność Lolity mogła odzwierciedlać stosunek do niej pewnego chłopaka, tak do jednej dziewczyny z mundurku te uproszenia nic dobrego nie zrobiły). Poza formą ciężko mi znaleźć w tej produkcji dowody na kunszt reżysera, na to, że film został przemyślany, że ma do powiedzenia coś więcej. Oczywiście mainstream często pomija te niewygodne tematy, ale je też trzeba umieć przedstawić. Scena z porodem/poronieniem w szkolnej toalecie i owszem jest mocna, ale takie rzeczy po prostu się zdarzają. Młode dziewczyny, które z braku edukacji w ogóle są zaskoczone tym, że rodzą i ze strachu nie mają pojęcia co zrobić z dzieckiem. Tak też bywa. Ale czemu reżyser wrzuca tę scenę w ogóle jej nie komentując ? Po to, aby przypomnieć, że takie rzeczy się zdarzają ? W takim układzie cały film może być tylko nakreśleniem problemu, ale bez jego analizy i celowego umiejscowienia w szerszym kontekście.

Film jest ok, ciekawa forma maskuje niższy budżet, ale w porównaniu do innych, lepszych azjatyckich, tematycznych produkcji ta nie ma za wiele do powiedzenia. High Noon mimo wszystko duży potencjał, żeby się spodobać komuś, kto lubi podobne tematy
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

Re: High Noon (2008)

Postautor: Lily » 01 paź 2011

Szczerze mówiąc, to spodziewałam się, że film ci się raczej nie spodoba ;) dlaczego - nie wiem, ale czytając twoje opinie o różnych filmach ten jakoś mi nie pasował do twojego gustu.
Ocena filmu zawsze jest rzeczą subiektywną. Każdy patrzy na inne rzeczy. Dla mnie warstwa techniczna filmu jest o wiele mniej istotna niż sama treść. Jasne, lepiej żeby film był dobrze zrobiony pod obydwoma względami, ale jeśli historia jest ciekawa i trafia i do mnie, to można wybaczyć wiele niedociągnięć technicznych. Kunszt reżysera jest bez wątpienia dobrą rzeczą, ale czasem ta kwestia moim zdaniem schodzi na drugi plan.
Zgodzę się, co do tego, że scena o której wspominasz (poronienie w toalecie) była tutaj tak trochę "od czapy" i nie wiadomo, po co ją dodano. Ale ogólnie uważam, że nie każdy film musi nieść jakieś "przesłanie", czy też jakąś analizę danego problemu, czasem wystarczy opowiedzieć jakaś historię, a ewentualne analizy widz robi już sobie sam. Co do postaci dziewcząt, to nie uważam, aby było ich za mało. Dlaczego? Ano dlatego, że to nie one, a grupa chłopaków grała tutaj główną rolę. Dziewczyny były tutaj postaciami drugoplanowymi.
Dlatego tak czy siak - ten film ma swoje miejsce w kolekcji moich ulubionych. I jasne, zgodzę się z tym, że nie jest to wybitne dzieło, ale przecież nie wszystko musi być wybitne ;)

Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość