Miss Kicki (2009)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

Miss Kicki (2009)

Postautor: Lily » 06 paź 2011

Miss Kicki (2009)


Obrazek


Inne plakaty:
Spoiler!
Obrazek

Obrazek



Reżyseria: Hakon Liu
Obsada: Pernilla August, Ludwig Palmell, Huang Ho, Eric Tsang, Gwen Yao
Produkcja: Tajwan, Szwecja
Gatunek: dramat
Czas trwania: 1 h 25 min
Język: mandaryński, angielski, szwedzki


Opis: (z filmweb.pl)
Kicki po długich latach pobytu i pracy za granicą, w końcu wraca do rodzinnego domu w Szwecji. Opuszczając kraj, zostawiła swojego małego synka, który teraz ma 16 lat i wychowuje go babcia. Matka nie potrafi złapać nici porozumienia z synem, dlatego zaprasza go na wspólne wakacje na Tajwan. Ta wyprawa ma jednak ukryty cel. A mianowicie wizytę w Taipei, gdzie mieszka pan Chang, biznesman, z którym Kicki przeżywa internetowy romans


Od siebie:
Nie wiem czy do końca można określić ten film mianem c-movie, bo jest to dzieło współpracy tajwańsko-szwedzkiej. Ale jako, że większość akcji dzieje się na Tajwanie oraz pojawiają się miejscowi bohaterowie oraz miejscowy język, to myślę, że jednak można go kategorii azjatyckiej zaliczyć.
Podobał mi się ten film, ciekawa, dość wciągająca historia, fajny klimat i dużo, dużo pięknych widoczków Tajwanu :rolly: Czyli wszystko to, co jest mi potrzebne do szczęścia, a raczej do filmu :) można by trochę ponarzekać na to, że bohaterowie okazywali trochę za mało emocji (choć myślę, że to nie kwestia kulawego aktorstwa, tylko skandynawskiej mentalności, myślę, że oni właśnie tacy mieli być). Jednak pomimo tego, że bohaterowie są oszczędni w okazywaniu emocji, to film ogólnie jest ich pełen, kreują je wszystkie pozostań elementy: ujęcia, widoki, ogólny klimat.
Główna postać filmu, tytułowa miss Kicki to niezadowolona z życia i czująca się przegrana kobieta w średnim wieku, której jedyną nadzieją na odmianę losu jest odległa znajomość. Aby złapać tą szansę jest gotowa wyjechać na drugą półkulę - tak jest zdeterminowana. Przy okazji bierze ze sobą syna, dla którego jest niemalże obcą kobietą. Robi to w nadziei, że uda jej się nieco poprawić ich stosunki. Jednak okazuje się to dużo trudniejsze niż myślała (swoją drogą, śmieszne aby myślała, że jest to proste...).Trudno powiedzieć, aby można było polubić Kicki, może też trudno odmówić jej naiwności (bo trochę za mocno zawierzyła w ten tajwański romans i to się skończyło bolesnym rozczarowaniem), nie można jej za to odmówić dobrych chęci. Cóż, chciała dobrze, a wyszło, jak wyszło.
Film ładnie pokazuje to, że każdy podróż nas czegoś uczy. I to niekoniecznie o miejscu, do którego jedziemy, ale przede wszystkim o nas samych. Kicki ma szansę poznać lepiej swojego syna, zwłaszcza w tak podbramkowych sytuacjach. Syn Kicki "dowiaduje" się o swoich homoseksualnych skłonnościach. I mimo, że wszystko wyszło nie tak, jak powinno, to nie żałują tego wyjazdu.
Zakończenie filmu jest może trochę za szybkie, tak jakby niedopracowane, bo jasne, możemy się domyślić, że Kicki i jej syn spakowali manatki i w końcu wrócili do Szwecji, jednak ja na przykład jestem ciekawa jak zakończył się ten "romans-którego-nie było" czyli znajomość Victora i Didi. Można by też spierać o to, czy potrzebny był wątek mini-kryminalny. Ale ogólnie film bardzo mi się podobał. Bo dla odmiany, jak to bywa w filmach o cudzoziemcach w obcym kraju, to bohaterowie nie byli zagubieni w Taipei (tak jak np bohaterowie filmu "Lost in translation" byli zagubieni w Tokyo), ale oni byli zagubieni w swoim życiu. Ta podróż jednak pozwoliła im się trochę odnaleźć i to pokazuje bardzo ładna końcowa scena. 7/10


Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość