Love me if you can (2003)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

Love me if you can (2003)

Postautor: Lily » 21 paź 2011

Love me if you can (2003)


Obrazek



Reżyseria: Alice Wang
Obsada: Ariel Lin, Ming Hao Chang, Clair Chiu, Mon Che Kao, May Lui, Yue Sha Shea, Alice Wang
Produkcja: Tajwan
Gatunek: dramat
Czas trwania: 1 h 36 min
Język: mandaryński, hokkien


Opis:
San jest nastolatką, która mieszka w nadmorskiej miejscowości. Na okres wakacji przyjeżdża do niej kuzynka, której San nie pamięta z dzieciństwa. Nie wie o tym, że jej kuzynka darzy ją innym uczuciem, niż mogłaby się spodziewać.

Od siebie:
Dziwny to film. Jakiś taki mętny, powolny, nie do końca wiadomo o co chodzi, i co "autor miał na myśli". Wydaje się też jakoś tak słabo zrobiony, trochę jakby amatorsko i bardzo niskobudżetowo. I w ogóle pewnie ten film przepadłby w mojej pamięci wśród wielu innych słabiaków, gdyby nie to, że w zasadzie to sama nie wiem, czy faktycznie miał drugie dno (jak twierdzi wiele opinii, które przeczytałam w sieci) czy jest po prostu słabym, nieudolnie zroziobym filmem, w którym nie ma co się doszukiwać jakichś ukrytych treści, bo ich po prostu nie ma (i ja do tej opinii się przychylam). Bo trudno tutaj szukać akiejś ukrytej treści, gdy mamy wszstko bardzo dosłownie [podane. Dziewczyna przejeżdża do swojej kuzynki, która mieszka nad morzem i w której od dawna się skrycie podkochuje. Spędzają razem czas, wakacje zlatują, ot i cały film. Było trochę nudnawo, było trochę scen z których nic nie wynika (np scena palenia pieniędzy) i ogólnie jakoś niemrawa to historia. I nagle pojawia się zakończenie, które to jest zupełnie ni w pięć, ni w dziesięć. Film z powolnego dramatu zamienia się w jakiś paździerzowy, domorosły kryminał, który nijak ma się do całego filmu i w ogóle jak dla mnie jest zupełnym absurdem (zwłaszcza ta scena gdy Ariel wpada do wody z tą dzidą w plecach, co to w ogóle miało być?). A ostatnia scena filmu, tuż przed samymi napisami jest dla mnie zupełnie niezrozumiała, a może nie tyle niezrozumiała, co znowu, absurdalna. I te sceny podobno miały jakiś głęboki wyraz, poza tym były też podobno wielce wzruszające, tak twierdzą niektórzy widzowie filmu. Cóż, ja tego wszystkiego nie dostrzegłam, nic mnie mnie wzruszyło, drugiego dna nie dostrzegłam i film ogólnie uważam za słaby. 4/10

A co do samej Ariel Lin... może zabrzmi to bezsensownie, ale Ariel w tym filmie nie była tak brzydka jak jest zazwyczaj :rolly: wiem, że pewnie mało kto zgodzi się z moją opinią, ale uważam, że Ariel Lin jest po prostu brzydka, jest aktorką jednej miny i nie rozumiem jej fenomenu. W tym filmie jednak jakoś nie była tak irytująca jak zazwyczaj, więc moja opinia o filmie nie wynika ani trochę z faktu, że nie lubię aktorki, która gra tu główną rolę.
I jeszcze jedno: te filmy z wgranymi napisami chińsko-angielskimi to kiepski patent. Od jakiegoś czasu te napisy są coraz mniejsze, do tego stopnia, że stają się nieczytelne i momentami lecą tak szybko, że nie da się tego przeczytać. W tym filmie były jeszcze całkiem znośne, ale te nowsze filmy to już naprawdę ciężko się ogląda, bo zamiast skupić się na obrazie filmu to trzeba wgapiać się w maleńkie literki...


Awatar użytkownika
Snake
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 896
Rejestracja: 30 maja 2010

Re: Love me if you can (2003)

Postautor: Snake » 21 paź 2011

Dla odmiany plusy i minusy :

+ świetne aktorstwo, zwłaszcza ta dziewczyna z ranną dłonią, czyżby to nie była sama reżyserka ?
+ niezłe sceny kręcone długimi ujęciami (np. ta z kurtkami foliowymi) i dobre dialogi
+ nadmorska, portowa sceneria - można się wczuć w klimat, na przykład tych upalnych nocy
+ technicznie niezła realizacja, jak na niski budżet fajnie
+ interesujące postacie i relacje
+ nieśpieszna narracja

- ostatnie 10 minut
- słabe wątki miłosne w tym cienki ten lesbijski
- słaby wątek z reinkarnacją
- nie wzrusza

W sumie naprawdę fajny film, oceniam jak najbardziej pozytywnie.

6/10

Co do końcowej sceny : to nie była przypadkiem ta postać o której była mowa w przepowiedniach ? Wszystko rozbijało się o tę wróżbę i reinkarnację, tylko się pogubiłem trochę kto tu kogo kochał w poprzednim wcieleniu, kto był tą kochanką

Chińsko-angielskie napisy nie byłyby takie złe, gdyby nie to, że czasem brakuje czarnych konturów (w mojej wersji brakowało) i na jasnym tle słabo widać literki.
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

Re: Love me if you can (2003)

Postautor: Lily » 21 paź 2011

Zgadzam się z twoimi plusami, z minusami w zasadzie też, ale jednak dużo niżej oceniam ten film. Dodałabym jeszcze jeden minus, mianowicie muzykę. Ogólnie tragedii nie ma, ale uważam, że daleko tu do dobrego filmu. Całość została najbardziej spieprzona tą kiepską i zupełnie niepotrzebną sceną pseudo kryminalną. Co do ostatniej sceny, to domyślałam się, że chodzi o tą reinkarnację o której wcześniej wspominano, ale też się pogubiłam kto co i jak. Ten wątek miłosny też został tak "ukryty", że w zasadzie prawie go nie było.
Co do napisów, to w tym filmie nie były takie złe, bo były dość duże, ale w nowszych filmach, które też mają wgrane napisy chińsko-agielskie według tego samego wzoru to te napisy mają tak małą czcionkę (plus jeszcze to, że biała) że naprawdę bardzo ciężko się to czyta. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo będą tak małe, że całkiem znikną ;)

Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość