Wayward cloud (2005)

filmy z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
Lily
Oglądam regularnie xD
Posty: 226
Rejestracja: 04 mar 2011

Wayward cloud (2005)

Postautor: Lily » 18 lut 2013

Wayward cloud (2005)

Obrazek


Reżyseria: Ming-liang Tsai
Tytuł oryginalny: Tian bian yi duo yun
Obsada: Kang-sheng Lee, Shiang-chyi Chen, Sumomo Yozakura, Yi-Ching Lu
Produkcja: Tajwan, China, Francja
Gatunek: dramat, musical
Czas trwania: 1 h 54 min
Język: mandaryński

Opis: (z filmweb)
Luźna kontynuacja "Która tam jest godzina?", jednego z poprzednich filmów tajwańskiego reżysera Tsai Ming-lianga, który od lat za pomocą radykalnych środków opowiada o kryzysie kontaktów międzyludzkich i samotności współczesnego człowieka.
Młoda dziewczyna, Shiang-Chyi, po długiej podróży wraca z Paryża do Taipei. Spotyka niejakiego Hsiao-Kanga, który sprzedał jej przed wyjazdem zegarek. Wkrótce okazuje się, że chłopak pracuje jako aktor w pornobiznesie... Co więcej Taipei zupełnie się zmieniło.

Od siebie:
Film pojawił się na wieczorku gdy ja byłam na doki emigracji, więc niestety (a może raczej stety) przegapiłam go. Postanowiłam nadrobić we własnym zakresie. I cóż... szału ni ma :cry:
Widziałam już jeden film tego reżysera (czy raczej: przewijałam już jeden film tego reżysera) więc wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać. I było dokładnie tak jak przy poprzednim filmie - nuda, nuda, nuda. A raczej - nuda, seks, nuda, seks, nuda, seks z arbuzami, nuda, nuda, seks, arbuzy, nuda, seks, nuda, nuda, nuda. To jest streszczanie tego filmu.
Bardzo mi przykro, ale dla mnie filmy tego pana są niestrawne. Treść? Może tu była jakaś treść, ale podana w tak mdły sposób, że odechciewa się wszystkiego. To jest film dla cierpliwych i wytrwałych. Jeśli mamy scenę w której np facet siedzi na krawężniku i pali papierosa to mi w zupełności wystarczy jak popatrzę na to max 30 sekund. Naprawdę nie wyciągnę z tej sceny więcej jeśli będę patrzeć na nią przez kilka minut. To jest tak rozwleczone, że totalnie zabija zainteresowanie fabułą i treścią filmu i tylko cały czas się czeka na to aż WRESZCIE przejdziemy dalej. Przynajmniej ja to tak odbieram.
Była jedna rzecz która mi się w filmie podobała, mianowicie początkowa scena (czyli seks oralny z arbuzem). To było fajnie wymyślone, niby nie pokazano nic, a pokazano wszystko. Zaczęło się ciekawie, ale potem było już tylko gorzej.
Razić może tez trochę naturalizm tego wszystkiego. Nie jestem zniesmaczona, bo jak to mawiał jakiś mądry pan - nic co ludzkie nie jest mi obce, ale myślę, ze niektóre rzeczy można było pokazać jakoś inaczej, subtelniej. Okropna była scena końcowa, gdy nieprzytomna kobieta zostaje wykorzystana jako "rekwizyt" w amatorskim pornosie. Tak, ja wiem, że ona była aktorką porno, ale to nie robi tu wielkiej różnicy...
Niefajne to wszystko było. Rozmemłane, rozciągnięte, mdłe i nudne. Teraz nie mam już wątpliwości, że po żaden film tego pana już nie sięgnę. Za tępa najwyraźniej jestem na to "kino ambitne" :roll:

3/10


Wróć do „C-movie”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość