[2011] Bu Bu Jing Xin

seriale z Kraju Środka, Hong Kongu i Tajwanu
Awatar użytkownika
Luce
Co to jest dorama? o_O
Posty: 17
Rejestracja: 06 maja 2015

Re: [2011] Bu Bu Jing Xin

Post autor: Luce » 09 sie 2016

Nie mogę się doczekać koreańskiej wersji tej dramy.."Scarlet Heart: Goryeo" Normalnie odkąd obejrzałam tą zapowiedź: :melt: :fav: :melt:
siedzę jak na szpilkach ;)



Jeszcze tylko 20 dni :(


Awatar użytkownika
Kahl
Już poznaję aktorów ^^"
Posty: 74
Rejestracja: 04 sty 2015

Re: [2011] Bu Bu Jing Xin

Post autor: Kahl » 09 sie 2016

Ja również nie mogę się doczekać koreańskiej produkcji. Po cichu mam nadzieję, że to będzie najlepszy historyk tego roku. Zobaczymy czy udźwigną. IU ostatnio pokazała na co ją stać, jeśli będzie trzymała się tego poziomu to będzie ogień. Lee Jun Ki jest dla mnie klasą samą w sobie, stworzoną do historyków. Pytanie czy uda im się pociągnąć całość we dwójkę.
Awatar użytkownika
Volli
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1708
Rejestracja: 09 lut 2010
Lokalizacja: spod sterty papierów...

Re: [2011] Bu Bu Jing Xin

Post autor: Volli » 09 sie 2016

Założyłam temat koreańskiej wersji, więc wymianę zdań na jej temat można kontynuować tu: Scarlet Heart Ryeo
Awatar użytkownika
isamar84
Przyklejony do ekranu
Posty: 959
Rejestracja: 16 lis 2008
Lokalizacja: PW

Re: [2011] Bu Bu Jing Xin

Post autor: isamar84 » 25 wrz 2016

Zastanawiając się nad tym, czy oglądać koreańską wersję, wróciłam na moment to tej wspaniałej historii i zanim się zorientowałam, wprawdzie na przewijakach, ale znów zanurzyłam się w niej, choć wcale nie tak dawno temu skończyłam ją oglądać (jakoś maj/czerwiec). Słysząc peany nad realizacją koreańskiej wersji, pomyślałam, że mi mimo wielu braków technicznych, nic tu nie przeszkadzało, bo aktorzy świetnie odegrali swoje role i pokochałam tych bohaterów (głównie Trzynastkę, ale i pozostałych). Nigdy realizacja i jakość rawów mi nie straszna, bo co mi po pięknych zdjęciach, jeśli historia mnie nie przekonuje. A tu mamy romans, intrygi, walkę o władzę i widzimy jak z upływającymi latami w Zakazanym Mieście zmieniają się bohaterzy, ewoluują, dojrzewają do tego kim się stają. Jestem daleka od tego by pogrążać Czwartego Księcia za stanie się Cesarzem, za wszystkie jego decyzje. On tak mocno miał pod górę, stracił jedynego brata, którego miał po swojej stronie i właściwie wśród rodziny nie miał poparcia dla swoich ambicji. Dlatego jego okrucieństwo ma po części wytłumaczenie, tam gdzie jest władza, szczególnie władza absolutna, podejmowane decyzje odbijają się mocnym echem po historii. Nie znam się na historii Chin i nie wiem, jak bardzo spłycona jest ta notka na wiki:
Spoiler! Czwarty syn cesarza Kangxi, odziedziczył tron w wieku 44 lat, po długich zmaganiach między książętami. Dobrze przygotowany do rządzenia, sprawował ścisłą kontrolę nad swymi urzędnikami, zmuszając aparat biurokratyczny do maksymalnego wysiłku. Określany jako zimnokrwisty autokrata, zainteresowany właściwie wyłącznie władzą, i między innymi dlatego najskuteczniejszy z cesarzy qingowskich. Zwalczał korupcję i dbał o administrację, także niższego szczebla. Wyczulony na (potencjalne) spiski wśród rodziny i notabli mandżurskich, wielu z nich uwięził, likwidując w ten sposób wszelkie spory wewnątrzpałacowe. Sprawne rządy spowodowały rozkwit gospodarczy Chin.
Jak oglądałam dramę pierwszy raz, to zaciekawiło mnie jakie wrażenie zostawił po sobie 4 Książę, bo choć historia jest oparta na książę, to miesza się w niej fikcja literacka z prawdziwymi wydarzeniami, stąd też zajrzałam do wiki i tam znalazłam tą notkę, najbardziej pod koniec historii widać ten aspekt "likwidując w ten sposób wszelkie spory wewnątrzpałacowe". Być może nie miał innego wyjścia by utrzymać władzę, nie dlatego, że nie mógł inaczej postąpić, lecz, że w jego przekonaniu to były najlepsze decyzje, by zachować tron, którego tak pragnął. Nie wiem wprawdzie jak prawdziwy Beile, ale ten tutaj moim zdaniem wcale nie był lepszy, choć wydawał się łagodniejszy, mniej okrutny, to też pragnął władzy i by ją dostać, tworzył spiski. Być może jego panowanie, nie obyło by się przez przelewania krwi braci, może było by jej mniej, bo miał więcej wśród nich popleczników. Przez całe oglądanie dramy do teraz zawsze miałam wrażenie, że pod jego łagodną naturą może się skrywać, większy tyran, ale to tylko moje odczucie.
To co mi się też podobało w dramie, że do końca człowiek nie jest pewny czy Kangxi rzeczywiście wybrał 4-tego Księcia na swojego następcę. Momentami byłam całkowicie pewna, że to 14 miał być cesarzem, by jakieś późniejsze wydarzenie roztrzaskało moją przekonanie.

Co do samej głównej bohaterki i jej wątpliwości oraz decyzji. Na pewno za gładko dziewczyna z XXI wieku weszła w skórę XVIII wiecznej arystokratki, jednak musiała, jeśli chciała przeżyć. Bo przecież cesarz Kangxi również nie był uosobieniem miłosierdzia, ludzie w jego otoczeniu prawie bali się oddychać, by nie popełnić błędu, który mógł kosztować nawet życie. I tak balansując wśród tych intryg, zyskała wysokie stanowisko przy boku cesarza, który ją cenił i dlatego przeżyła sprzeciw jego słowu. Choć z perspektywy czasu, być może rzeczywiście powinna docenić, to co wówczas miała, być może gdyby posłuchała słów cesarza: "by zapomniała, co straciła i umiała się cieszyć, tym co ma" mogła by wieść życie spokojne u boku 14 Księcia, którego tak pragnęła. Jednak w tych decyzjach wychodziło z niej, jej prawdziwe "ja". Niepokorne, wychowane, ze sama o sobie może stanowić, znające życie w wolności bez strachu. I choć pokochała księcia, od którego od początku chciała się trzymać jak najdalej, choć wiedziała jakim się okaże władcą, brnęła w to, bo uczucia nie są racjonalne. Nie potrafiła z nim żyć, ani bez niego. Ładnie nakreślona postać, bez zbędnego patosu, czy popełniała błędy, upierała się głupio przy swoim, czy też była lojalna wobec bliskich jej sercu i nie umiała patrzeć na cierpienie innych. Wzruszała, złościła, była nie rozumiana, choć umiała zrozumieć decyzje innych, pragnęła tylko wolności i swobody, a tego nie ważne przy czyim boku, w Zakazanym Mieście dostać nie mogła.

To co mi się w tej dramie też podobało, że nie było tu zbędnego patosu, podkreślania jacy to bohaterowie są nieszczęśliwi, bo tego matka nie kocha, a tej ukochany zginał (choć Ruolan mnie momentami wkurzała), czy jakiż to trudny był wybór między miłością w ambicjami. Wszystko zostało pokazane tak normalnie, jak uciekają nam kolejne dni, bez przesadnego zagłębiania się w problemu natury filozoficzno - psychologicznej.

Dlatego też po tej historii mam dylemat, czy sięgać po koreańską wersję, czy ją sobie odpuścić. Czytając wasze komentarze mam wrażenie, że powinnam sobie odpuścić, jednak ciekawi mnie jak sobie radzi w tej roli Junki i czy jednak historia przez stanie się za bardzo koreańską nie straci na swym uroku?
Awatar użytkownika
Volli
Grupa Trzymająca Władzę
Posty: 1708
Rejestracja: 09 lut 2010
Lokalizacja: spod sterty papierów...

Re: [2011] Bu Bu Jing Xin

Post autor: Volli » 25 wrz 2016

Ha ha ha odwieczny dylemat ekranizacji i remaków ukochanych utworów... Ja się też bałam, ale jak na razie jest ok. Jest bardzo dużo różnic, i wersja koreańska jest, no cóż... koreańska. Z całym tego urokiem i całymi wadami. Mimo że historia podobna, są też wyraźne różnice - i bardzo dobrze. Osobiście nie chciałabym oglądać tej samej historii podanej w ten sam sposób dwa razy. Poza tym jesteśmy dopiero na 9 odcinku - a w moim odczuciu drama zaczęła się tak naprawdę od 7., więc trudno wyrokować o całości. Tym niemniej - na pytanie czy "skoreańszczenie" nie odbira uroku - trochę odbiera, ale dodaje też czegoś innego, tak że ma się wrażenie, że ogląda sięjednak zupełnie inną dramę - też dobrą, ale w koreańskim stylu. Junki radzi sobie świetnie. W ogóle obsada jest dobrze dobrana i musze przyznać, że niecierpliwie czekam na kolejne odcinki...
ODPOWIEDZ